28
Wrz
2014
8

Życie różne scenariusze pisze, czyli o tym jak sport zawitał w moim.

Często słyszałam od  wielu znajomych pytanie z cyklu „Ewel, Ty taka chudziutka, malutka jesteś, po co Ty się tak męczysz? Tobie to niepotrzebne jest przecież!„. Oj, zdecydowanie potrzebne. Tak się składa, że nie tylko zbędne kilogramy są dobrą opcją na zabawę ze sportem.

Od zawsze byłam dziewczyną z typu tych malutkich (nienawidzę tego określenia). Nigdy nie miałam problemów z nadwagą, ale mięśniami i dobrą kondycją też popisać się nie mogłam. Z biegiem czasu na wadze jednak trochę przybywało (życie), chociaż nie specjalnie zdawałam sobie z tego sprawę, ani nie doskwierało mi to zbyt dobitnie.

Nigdy, we wczesnych latach mojej egzystencji, a nawet w późniejszych (gimnazjum, liceum) nie należałam do tych wysportowanych dziewczyn. Wręcz przeciwnie.. nienawidziłam W-F’u! Może przez to, że zawsze był nudny.. a jak nie był nudny to był stresujący! Gra w kosza, siatkę, blee! Wszystkie piłki z daleka ode mnie! Można powiedzieć, że te zajęcia zawsze były w pewnym sensie moim utrapieniem. A biegi? Zmora! Do tego stopnia, że w liceum nawet pojawiło się zwolnienie z biegów. Na początku, bo cóż.. potem pojawiło się zwolnienie z całych zajęć W-F. Moja aktywność fizyczna objawiała się więc tylko w mojej wcześniejszej pasji, jaką był taniec. Zaczęłam tańczyć gdy miałam 16 lat i to była zupełnie spontaniczna decyzja. Jednak taniec pokochałam od pierwszego treningu i stał się (a również teraz jest, pomimo tego, że już nie tańczę) dużą częścią mojego życia.

Tak to się przedstawiało przez kilka lat. Były regularne treningi, było śmiesznie, była pasja ale siły jako takiej nie było. Z powodów natury osobistej, po 5 latach tańca musiałam z tych zajęć zrezygnować. Co nastało potem? Cisza w eterze sportowym. Pojawiły się studia na celowniku, nauka, sesje i sprawy z tym związane (you know what I mean). Pojawił się też miesiąc w ciągu wakacji, kiedy to Ewka Chodakowska weszła na plan, a w ciągu tego miesiąca były nawet regularne treningi, jednak z biegiem czasu stare nawyki wzięły górę.

Więc jak to się zaczęło?


W życiu czasami bywa tak, że trzeba swoje przejść, żeby docenić to co ma się pod nosem. Tak było i u mnie. Pisząc w skrócie – nastał dosyć kiepski czas, z którym bardzo ciężko było sobie poradzić. Wiecie jak to jest. Jest smutno, dołująco  i nie wiadomo co ze sobą począć. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło..

Pewnego wieczoru, przeglądając fb natknęłam się na post Ewki, która po raz setny zachęcała do tego aby wypróbować jej nowy program treningowy. Pomyślałam – a co tam, nie zaszkodzi, jak się zmęczę to nawet i dobrze, będę lepiej spać. Przebrałam się w coś wygodnego, odpaliłam jej trening i byłam w szoku kiedy skończyłam. Tego wieczoru, po raz pierwszy od kilku tygodni pojawił się szeroki uśmiech na mojej twarzy. Pomyślałam – WOW, to na prawdę działa! Zasnęłam również bez problemu. Banalne? Niby tak, ale zadziałało.

Porażona tym co się stało, na drugi dzień wysłałam Ewce wiadomość, długą i szczerą wiadomość, nie licząc na to, że mi na nią kiedykolwiek odpisze. Tak się stało, że po kilkunastu minutach odpisała, a ja po przeczytaniu tej wiadomości wiedziałam, że już nie odpuszczę.

To prosta, a zarazem wymowna historia. Od tamtej pory ćwiczę niemal codziennie. Z dnia na dzień coraz bardziej zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, jak wielką frajdę mi to sprawia, jak wiele wnosi do mojego życia i ile korzyści z tego czerpię. Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez treningu. W końcu zrozumiałam, co to znaczy mieć pływające we krwi, uzależniające endorfiny.

Startowałam jako chudzielec, z lekką niedowagą. O bieganiu na początku nie było mowy – była zadyszka i palpitacje serca. I nie ukrywam, że było ciężko – jak każdemu, kto dopiero zaczyna. Jednak sama zaczęłam w krótkim czasie zauważać, jak z tygodnia na tydzień, stawałam się coraz mocniejsza i sprawniejsza, jak ciało zaczęło się zmieniać, baa, jak ja zaczęłam się zmieniać. Chciałam coraz więcej i więcej, przeskakując do coraz trudniejszych treningów aż w końcu odważyłam się i zaczęłam biegać. Startowałam od kilometra, po miesiącu byłam w stanie spokojnie przebiec 8 km.

Wniosek?


10681998_859567287387117_1811693809_n

Taki, że Ty też możesz właśnie teraz ruszyć pupę i spróbować! I, że sport nie jest tylko lekarstwem na nadmierne kilogramy, a przede wszystkim jest lekarstwem na wszelkie życiowe utrapienia. Spróbuj a przekonasz się, że warto.

Pozdrawiam,

Ev.

7 Responses

  1. Byłam w podobnej sytuacji jak Ty. Siedziałam w domu po wypadku który miałam w zeszłym roku. Przez brak ruchu zaniedbałam się i widziałam w sobie tylko gorszą wersję siebie. Teraz prowadzę bloga, regularnie ćwiczę – po prostu jest lepiej :) Chcę zrobić w tym roku 8 miesięczna przemianę albo pokazać wszystkim, że warto walczyć o swoje. Miesiąc zdrowego odżywiania za mną – czuję się znakomicie ! <3

    1. Ewelina

      Wow, piękny blog – gratuluję! Na pewno będę tam zaglądać bardzo często i mam nadzieję, że mój również się tak fajnie rozwinie :) Też chcę pokazać, że warto walczyć o swoje! 😀 w końcu kobieta to siła! Powodzenia :)

  2. Pingback : Evelife » Z cyklu ➡ KIEDY MIAŁAM ZIELONE POJĘCIE O ĆWICZENIACH, ZDROWYM ODŻYWIANIU I DIECIE! 🍌🍎🍉

Leave a Reply