6
Cze
2016
7

UPDATE|Zdrowie, Badania, Nietolerancja Pokarmowa, Hipoglikemia, Nowa Dieta i Treningi..

IMG_20160604_125425Hej kochani!

W końcu nastał moment, w którym mogę spokojnie ułożyć się w fotelu i popisać trochę do Was. :)

Ten post obiecywałam już od dawna, raz, że sama chciałam dać Wam znać, co u mnie, a dwa, że i Wy często w tej sprawie do mnie piszecie, co jest dla mnie niepojęte, że interesujecie się moim stanem zdrowia i jest mi z tego powodu niezmiernie miło. :)

Ale do rzeczy, bo to konkrety Was zapewne najbardziej zainteresują, a ja mam nadzieję, że uda mi się zebrać wszystko w logiczną całość.


Jak wiecie, na początku kwietnia, po długiej walce z samą sobą, postanowiłam zrezygnować na jakiś czas z treningów (więcej o tym, pisałam TU). Nie zastanawiałam się nad tym, ile owa przerwa będzie trwać, jednak wiedziałam dobrze, że jest mi absolutnie niezbędna (z byle widzimisia, bądź lenistwa bym nie odpuściła). Od tamtej pory, minęły prawie dwa miesiące i przez ten czas, wydarzyło się sporo..

Nie zliczę ile razy, przez ostatni rok, ganiałam po gabinetach lekarskich. Za każdym razem, z wizyty wychodziłam jeszcze bardziej zdołowana. Cały czas słyszałam – „Niech Pani nie przesadza”, „Taka Pani uroda”, lub „Teraz dużo osób tak ma”. Szlag jasny mnie trafiał, bo nikt nie był mi w stanie powiedzieć, co dokładnie mi jest, a co ważniejsze, jak temu zaradzić. Wiedziałam, że mam leukopenię, ale leukopenia, czyli niski poziom leukocytów (białych krwinek), nie jest chorobą, a raczej stanem, który jednak, utrzymując się długo, potrafi zasiać duże szkody w organizmie. Ale pomijając to, powoduje po prostu tak paskudne samopoczucie, że ciężko jest cierpliwie to znosić, siedzieć na tyłku i udawać, że nic się nie dzieje – i myśleć, że przecież taka zapewne moja uroda. Ciągłe zmęczenie, senność, krwotoki z nosa. Codzienny ból głowy, bóle stawów i mięśni, stany podgorączkowe. Ogólne rozdrażnienie i rozkojarzenie. Brak apetytu, brak siły do ćwiczeń. I w końcu utrata przytomności (bo żyjąc z czymś takim i nic z tym nie robiąc, w końcu tym właśnie się to kończy). Norma? Raz i dwa usłyszałam, że tak naprawdę, jedyne co mogę z tym zrobić, aby te przykre objawy złagodzić, to zmniejszyć stres, więcej odpoczywać i zacząć brać witaminy. To tyle, jeżeli chodzi o wizyty w gabinetach lekarskich. Jak z redukcją stresu jest, to pewnie wie każdy z Was. Jeżeli, ktoś kiedyś opatentuje skuteczny i legalny sposób na to, to powinien niewątpliwie dostać za to nagrodę Nobla. Jeżeli chodzi o witaminy, chyba tą kwestię pozostawię bez komentarza – chociaż oczywiście brałam je systematycznie. Zaprzestałam też ćwiczyć na miesiąc. Po miesiącu bierności, wyniki nie poprawiły się ani trochę. Moje leukocyty do tej pory oscylują w granicach 2,8 – 3,2, gdzie najniższa granica zaczyna się od 4,1. Do tego oczywiście systematycznie dochodziły różnego rodzaju infekcje, gdyż niska liczba leukocytów powoduje to, że organizm traci zdolności obronne.W ostatnim czasie do powyższych objawów doszły mi jeszcze dziwne kołatania serducha i to w stanie zupełnego spoczynku – zaobserwowałam je właściwie leżąc już w łóżku i szykując się do snu. A także, co niezmiernie mnie zaniepokoiło, drętwienie prawej ręki. To już zrobiło się na tyle poważne, że nie mogłam dalej tułać się po lekarzach i szukać ratunku. Sama musiałam wziąć sprawy w swoje łapy.

WIZYTA U DIETETYKA

Co się zatem zmieniło w ostatnim czasie? Zdecydowałam, że podczas swojej przerwy nie będę w zupełności próżnować i w rezultacie wezmę trochę sprawy w swoje ręce. Los tak chciał, że najpierw moja mama (która od kilku lat jest bardzo poważnie chora), za poleceniem jej lekarza, a następnie ja, za poleceniem mojej mamy, skorzystałyśmy z usług dietetyka. Wiedziałam, że Pani Wiola – bo tak się nazywa moja dietetyk, jest naprawdę bardzo dobrą specjalistką w tej dziedzinie, gdyż nikt nie polecił by nikogo niesprawdzonego mojej mamie, znając jej stan zdrowia i to, jak przy odpowiednim doborze jej diety, trzeba uważać (moja mama 💕 od kilku lat ma zdiagnozowaną kardiomiopatię restrykcyjną, po przebytej boreliozie z zajęciem serca, a dodatkowo jest po wszczepieniu kardiowertera defibrylatora). Tak więc najpierw moja mama, a za dwa tygodnie ja, skorzystałyśmy z usług dietetyka i wtedy właśnie otworzyły mi się gały.

Na pierwszej wizycie u Pani Wioli, siedziałam prawie 3 godziny. A i tak, to, żeby zebrać wszystkie informacje i dopytać o wszystkie szczegóły, nie zmieściło się w tym czasie. W każdym razie – na wizytę zabrałam ze sobą wszystkie wyniki, ze wszystkich badań, jakie przez ostatni rok poczyniłam. Pani Wiola skrupulatnie wszystko przeglądała, notowała, porównywała i przeprowadziła ze mną wstępny „wywiad środowiskowy”, podczas którego przepytała mnie – z jakimi problemami do niej przyszłam, co powoduje moje złe samopoczucie, jakie objawy mi towarzyszą.

Jednym z jej pierwszych pytań było – „Czy zwrócił ktoś Pani uwagę na to, że ma Pani za niski cukier?” Wywaliłam gały na wierzch. Nie, nikt nigdy nie zwrócił mi na to uwagi, chociaż cukier miałam badany systematycznie i wyniki widziało wielu lekarzy. To wręcz słyszałam, że cukier jest dobry – „bo nie jest za wysoki”. Według jej spostrzeżeń, poziom cukru u mnie, był ewidentnie za niski. W związku z tym, na dobrą sprawę, od razu mogła obrać u mnie kurs, w którą stronę skierować moje badania.

BADANIA

 IMG_20160513_132813

Po pierwsze i najważniejsze, zostałam skierowana na badania dotyczące poziomu cukru i insuliny i w tym wypadku najbardziej istotnym badaniem jest tzw. krzywa cukrowa – czyli doustny test z obciążeniem glukozą. Badanie to polega na tym, że: – po pierwsze mamy pobieraną krew na czczo z oznaczeniem glukozy i insuliny; – po drugie, po pierwszym pobraniu krwi wypijamy roztwór 75 g glukozy rozpuszczonej w wodzie (obrzydliwe – jeżeli ktoś planuje to badanie, to polecam zabrać ze sobą cytrynę i wcisnąć ją do roztworu – złagodzi trochę to dziadostwo) i po godzinie od wypicia mamy kolejne pobranie krwi; – po trzecie, po dwóch godzinach od wypicia mamy kolejne pobranie krwi – trzecie. Podsumowując – musimy cierpliwie czekać co najmniej dwie i pół godziny, na dupce (nie można nigdzie spacerować, czy wybrać się na załatwianie spraw, bo wtedy oznaczenia nie wyjdą prawidłowo).

Po wypiciu glukozy, można zareagować różnie, gdyż jest to bardzo duże obciążenie dla organizmu, a przede wszystkim trzustki. Zdrowy człowiek, który nie ma problemów z cukrem, zapewne zrobi się trochę senny i markotny. U mnie było tak, że jakieś 5 minut po wypiciu faktycznie mnie zmuliło. Jednak jakieś 15 minut po wypiciu zrobiło mi się słabo do tego stopnia, że nie mogłam ustać na nogach. Kręciło mi się w głowie i mdliło mnie niemiłosiernie. Natomiast po jakiejś 1,5 h od wypicia dostałam takich drgawek i tak trzęsły mi się ręce, że praktycznie do końca dnia nie byłam w stanie funkcjonować normalnie. I to już był zły znak.

Oprócz badania krzywej cukrowej, wykonałam jeszcze badanie:

  • THS
  • FT3
  • FT4
  • ATG
  • Ferrytrynę
  • witaminę B12
  • witaminę D3
  • lipidogram
BADANIE NA NIETOLERANCJE POKARMOWE

Będąc na wizycie u mojej dietetyk zdecydowałam się również, na zrobienie testów na nietolerancje pokarmowe. Nie jest to sprawa tania, ale stwierdziłam, że takie badanie też da mi wiele do myślenia i motywację do zmian. Są też różne opcje tego badania – takie gdzie mamy oznaczenie nietolerancji na kilkaset produktów i takie gdzie oznaczeń jest kilkadziesiąt i w moim wypadku, zdecydowałam się na drugą opcję, gdyż moja dietetyk stwierdziła, że te oznaczenia będą w moim wypadku całkowicie wystarczające. Badanie samo w sobie nie jest skomplikowane – wystarczy ukucie w palec specjalnym urządzeniem i pobranie kilku kropel krwi. Co następuje potem, wie tylko moja dietetyk. W każdym razie na oznaczniki ze specjalnym płynem nanosi się krew i.. i wychodzi, co wychodzi, czyli wszystko to, czego nie znosi nasz organizm. W tym wypadku również wywaliłam gały na wierzch.

Jak się okazało, największą nietolerancję mam na: gluten (w tym wypadku, jedynie orkisz jest na przyzwoitym poziomie), pszenicę, kukurydzę, żyto, pszenicę durum, mleko, które generalnie odstawiłam już dosyć dawno, a także na.. jajka. I tu było moje największe zaskoczenie, chociaż dietetyk powiedziała, że spodziewała się, że „zapalą się na czerwono”, gdy tylko obejrzała moją cerę i skórę (tak, to również wchodzi w zakres jej badania). Oprócz tego, wyszła mi również nietolerancja na czosnek (w tym cebula i szczypiorek), skorupiaki i drożdże.

Tak jak pisałam powyżej, mleko odstawiłam już dawno i zastąpiłam je roślinnym (najbardziej lubię migdałowe i kokosowe, ale tutaj przy zakupie trzeba patrzeć zawsze na skład, gdyż producenci pchają tam cukru od groma). Jedyne czego mi brakuje, to zapewne jogurtów (po nie sięgam teraz bardzo rzadko, a niedługo wyeliminuję je na dobre). Jaja poszły również w odstawkę – przynajmniej na 3 miesiące, gdyż całkiem możliwe, że po tym czasie do nich wrócę, ale napewno nie w takich ilościach, w jakiś spożywałam je do tej pory. Jeżeli chodzi o skorupiaki – tutaj problemu nie ma, bo jadłam je sporadycznie. A gluten.. tu jest duży problem, bo nawet czytając składy przy zakupach, gluten pojawia się.. wszędzie! To samo tyczy się drożdży, bo znajdziemy je nawet w winie.

Jakie efekty odstawienia tych produktów zaobserwuję, napewno dam wam znać, kiedy dostanę już swoją opracowaną dietę. Problem nietolerancji pokarmowych nie jest u mnie głównym problemem, jak się okazało. Tak jak moja dietetyk przypuszczała od samego początku, tak miała rację, bo to właśnie potwierdziły wyniki badań, że największym problemem jest mój cukier, gdyż okazało się, że wszystkie objawy i złe samopoczucie, zawdzięczam hipoglikemii (w moim wypadku jest to hipoglikemia reaktywna) połączonej z hiperinsulinizmem.

HIPOGLIKEMIA I HIPERINSULINIZM

Pewnie zastanawiacie się czym jest hipoglikemia reaktywna? Ja do tej pory, też nie miałam pojęcia czym ona jest. Hipoglikemia to nic innego, jak niedocukrzenie, czyli choroba, przy której cukier po spożyciu posiłku diametralnie spada, zamiast rosnąć. Jest zazwyczaj połączona właśnie z hiperinsulinizmem, czyli gwałtownym wyrzutem insuliny do krwi. Skąd moja dietetyk wiedziała, że to właśnie mi dolega? Ano stąd, że w wynikach z krzywej cukrowej, wyszła u mnie taka nieprawidłowość, że mój cukier na czczo był wyższy (chociaż nadal niski), niż cukier po godzinie od wypicia glukozy, gdzie w tym wypadku, w normalnych warunkach, powinien mocno skoczyć w górę i jest to zjawisko normalne. U mnie tymczasem już na czczo był niski, po godzinie od wypicia glukozy diametralnie spadł, a po dwóch godzinach od wypicia, był wyższy, niż po pierwszej godzinie (zupełnie na odwrót, niż powinno być u zdrowego człowieka).

W przypadku hipoglikemii, towarzyszą przy niej charakterystyczne objawy ze strony centralnego układu nerwowego, do których należą właśnie m.in.: osłabienie, zmęczenie, splątanie, spowolnione myślenie, mrowienie, drgawki, głód, zawroty głowy, omdlenia, a także tachykardia (moje dziwne kołatania serducha), niepokój, nerwowość, drażliwość, drżenie ciała – bingo.

Teraz następne zasadnicze pytanie: skąd to dziadostwo się u mnie wzięło? Prawdopodobnie przyczyniło się do tego kilka czynników.

Hipoglikemia reaktywna w moim przypadku jest spowodowana między innymi zbyt gwałtownym wyrzutem insuliny do krwi po posiłku (hiperinsulinizm), która w tym wypadku zaczyna „czyścić” organizm z glukozy. W normalnych warunkach, u zdrowego człowieka insulina ma za zadanie obniżać poposiłkowy wzrost cukru do wartości normalnych, natomiast, gdy jest wydzielana w nadmiarze może doprowadzić do nadmiernego spadku glukozy we krwi, czyli właśnie do hipoglikemii.

Drugim czynnikiem może być to, czego doświadczyłam w przeszłości, czyli – nieracjonalne odżywianie się. Tak, można by pomyśleć, że skoro zmieniłam nawyki żywieniowe, problem powinien zniknąć. Niestety w tym wypadku jest tak jak jest w wypadku palacza, który odstawi papierosy. Pokłady nikotyny wypalanej przez kilka bądź kilkanaście lat i zmiany w organizmie jakie za tym idą, nie znikną z roku na rok. Tak samo jest z cukrem. A w moim przypadku, jak wiecie z poprzednich wpisów, cukier był nadużywany. Bo stanowił często moje śniadanie, obiad i kolację. I to właśnie mogło doprowadzić do rozregulowania gospodarki odpowiedzialnej za odpowiednie zużywanie cukru przez organizm.

Trzecim czynnikiem, jest stres. Bardzo możliwe, że to on uaktywnił w moim organizmie hipoglikemię do rozmiarów, których nie jestem w stanie tolerować. Co ma stres wspólnego z cukrem? Przy stresującym trybie życia (czyt. u mnie taki tryb trwa chyba 24 godziny na dobę) może dojść do nadmiernej stymulacji nadnercza, co za tym idzie do zwiększonej produkcji hormonów stresu – w największym stopniu kortyzolu, którego „rozchwianie” i nadmierna produkcja, działa na organizm niczym płachta na byka. Kortyzol aktywuje enzymy, które przekształcają aminokwasy w glukozę. Przy czym nadmiar kortyzolu, hamuje zużywanie uwolnionej już glukozy przez komórki. A to w rezultacie niesie za sobą znaczący wzrost krążącej glukozy we krwi. Ten stan z kolei zmusza trzustkę do produkcji większej ilości insuliny, a to następnie daje między innymi rozchwianie cukru w organizmie i spadek energii.

Czwartym czynnikiem w moim wypadku, były zbyt intensywne treningi. I ciężko mi z tą myślą, bo przez ostatnie miesiące wylewałam siódme poty walcząc sama ze sobą, a tym samym szkodziłam sobie jeszcze bardziej. Sama czułam, że coś jest nie tak. Trenując wcześniej nigdy nie doświadczałam aż tak dużego osłabienia podczas treningów, jakich doświadczyłam przez ostatnich kilka miesięcy. Jaki ma związek trenowanie z hipoglikemią? Podobny jak w punkcie powyżej – duży i intensywny wysiłek fizyczny prowadzi do nadmiernej produkcji kortyzolu. A co w takim wypadku się dzieje, to także mogliście przeczytać powyżej.

Biorąc te wszystkie czynniki pod uwagę, w ostatnich miesiącach mój organizm wpadł w błędne koło. Próbowałam się ratować treningami i zwiększeniem dziennej dawki węglowodanów, aby przyzwoicie funkcjonować każdego dnia i nie zasypiać na siedząco przy biurku w pracy. A tymczasem sama sobie szkodziłam. Raz – stresem, dwa – treningami. I nie chodzi tu tylko o objawy czysto fizyczne, ale przede wszystkim te, które dotyczą układu nerwowego – bo przecież to właśnie cukier napędza mózg do pracy. Trzy – problem z gwałtownym wyrzutem insuliny, gdyż insulina jest stymulatorem reakcji zapalnych, które powodują wzrost kortyzolu. Kortyzol podnosi poziom cukru, a cukier insuliny. Totalnie błędne koło. :(

Czy hipoglikemia jest chorobą groźną? Z jednej strony można stwierdzić, że nie, bo da się z tym żyć, jeżeli nauczy się z tym dziadostwem żyć odpowiednio. A są przecież są o wiele poważniejsze choroby, które dotykają ludzi na całym świecie. Z drugiej strony jednak, hipoglikemia, która nie jest leczona i kontrolowana odpowiednią dietą, prowadzi prosto do rozwoju.. cukrzycy. A w tym wypadku zaczyna się już robić chorobą bardzo poważną.

Jak sobie zatem z tym wszystkim radzić? Tego się wciąż uczę, a właściwie, zaczynam. Niebawem dostanę od mojej dietetyk, ułożoną przez nią dietę. Tak jak pisałam na fb – to nie będzie dieta, na podstawie której mam rzeźbić kaloryfer i uwydatniać mięśnie, a dieta, która ma przywrócić równowagę w moim organizmie i ustabilizować problemy z cukrem.


Moja dietetyk strzeliła w dziesiątkę i jestem jej za to wdzięczna. Zapewniła mnie, że przy pilnowaniu diety wrócę do sił i ona mi w tym pomoże. Nie wiem na chwilę obecną, jak będzie wyglądać sytuacja z treningami. Jak na razie, jedyne co mogę robić, to spacerować, spacerować i… spacerować.

Oczywiście, oprócz hipoglikemii wyszło mi kilka innych dysfunkcji i niedoborów, ale o tym rozpisywać się już nie będę. Mogę wam jeszcze tylko poradzić, abyście kontrolowali poziom witaminy D3!! Ja o skierowanie wykłóciłam się z lekarzem, który de facto powiedział mi, że to idiotyzm, aby w moim wieku badać poziom tej witaminy. A badania pokazały to co pokazały – mój aktualny poziom witaminy D3 to 10,10 ng/ml, gdzie najniższa norma zaczyna się przy granicy 30 ng/ml. A jakie skutki ma niedobór witaminy D3, to możecie poczytać w internecie (jednym z najpoważniejszych jest zwiększone ryzyko raka), a ja opiszę wam to napewno przy okazji opisywania mojej aktualnej diety (jak już wdrożę ją w życie). Bo napewno poświęcę jej osobnego posta, gdyż ten urósł by do gigantycznych rozmiarów.. W osobnym poście napiszę wam również o tym, jakie suplementy aktualne przyjmuję i dlaczego akurat takie, a nie inne.


I tak tytułem końcówki – dlaczego Wam o tym wszystkim napisałam? Z pewnością nie dlatego, żeby poużalać się nad sobą i swoim stanem zdrowia, gdyż de facto teraz się cieszę. Cieszę się, że wiem w którym kierunku mogę dążyć, aby się leczyć. Wiecie jaka to ogromna ulga? Ktoś, kto tego nie doświadczył, pewnie nie wie, jak w takim wypadku czeka się na jakiekolwiek konkrety. Ale nie po to też napisałam wam tego dlugaśnego posta..

Napisałam go po to, abyście wiedzieli że: ćwiczyłam, byłam dziewczyną aktywną, która myślała, że jest silna, niezniszczalna i żadna cholera jej już nie weźmie. A nam – szczególnie osobom, którym wydaje się, że żyją zdrowo i aktywnie, zbyt często zdarza się zapominać, że nie jesteśmy niezniszczalni i nieśmiertelni…

I to jest chyba najlepsze meritum tego wpisu. Badajcie się ludziska! Sami upominajcie się o badania! Sami pilnujcie tego, kiedy ostatni raz kontrolowaliście swoje wyniki! Nie czekajcie, aż pojawią się jakieś objawy, albo lekarz zleci wam jakieś pojedyncze strzępki badań. Walczcie o siebie, a przede wszystkim o swoje zdrowie.

U mnie wygląd ciała, widoczność mięśni i poziom tkanki tłuszczowej zeszły na zupełnie inny i kompletnie nie interesujący mnie aktualnie plan (a przy okazji wizyty u dietetyka, miałam również badany skład ciała). Zaakceptowałam siebie i swoje defekty już dawno temu. Zdrowie w tej chwili jest dla mnie najważniejsze. I do tego będę dążyć, aby je odzyskać i móc sprawnie funkcjonować. Aby pożegnać się z widmem człowieka, w ciele którego ostatnio musiałam funkcjonować..

W dniu dzisiejszym, tj. 6 czerwca –  mam pod wieczór wizytę u Pani Profesor – Diabetolog, która również została mi polecona (Magda dzięki! <3). Czego się u niej dowiem, tym też się z wami zapewne podzielę. :)

I właśnie zdrowia w tym poście Wam wszystkim i Tobie z osobna Gagatku kochany życzę. 💕 Bo nie ma na świecie nic ważniejszego, niż zdrowie. <3

Buziaki kochani i do następnego.

IMG_20160601_175720Ev. :)

9 Responses

  1. Monia

    Kochana! W końcu wszystko jasne i niesamowicie się cieszę, że wiesz już w jakim kierunku powinnaś dążyć, aby wrócić do zdrowia! Też jestem zwolennikiem badań – tym bardziej, że te podstawowe mam teraz wykonywane co miesiąc 😉 badania naprawdę mówią bardzo dużo i wiele osób o nich zapomina, a przecież tak łatwo można sobie poprawić jakość życia i samopoczucie, kiedy wiesz co negatywnie na Twoje życie wpływa i jak to zmienić. Ja za Ciebie trzymam kciuki mega mocno!! Już Ty o tym dobrze wiesz! 😉 Całuję!!

    1. Ewelina

      Dokładnie Moniś, dokładnie! A w ilu wypadkach, przy standardowych badaniach, okazywało się, że kogoś dotknęła paskudna choroba.. Trzeba kontrolować zdrówko, nawet jeżeli czujemy się dobrze.. Od poniedziałku zaczynam dietę – jestem dobrej myśli. :) Buziaki dla Ciebie (i oczywiście nie tylko!) :) :* I duuuuużo, duuuuuuuuuuuużo zdrowia dla CAŁEJ!!! Rodzinki!! :) 😀 <3

  2. Paulina

    Świetny wpis… Serio. Trochę mi otworzył oczy na wiele spraw. Będzie dobrze, wszystko wróci do normy! :*Dużo zdrowia!!!

  3. Gabriela

    Spora dawka wiedzy merytorycznej ale przede wszystkim emocjonalnej, żeby otworzyć klapki na ocach dla niektorych”fit człowiek.ow”, które nieświadomie robią sobie krzywdę… sama przez to przechodzę ..,,

    1. Ewelina

      Niektórzy „fit ludzie”, myślą, że wiedzą już wszystko na temat fit świata, i ćwicząc do oporu, robią dla siebie jak najlepiej. Niestety, czasami dostajemy po łapach. Ja przynajmniej jestem dzięki temu świadoma, co mi jest. :) Mogę teraz robić wszystko co w mojej mocy, aby złagodzić objawy choroby a co najważniejsze, aby się nie rozwijała dalej. Człowiek uczy się na błędach całe życie, ale musi zaakceptować to, że faktycznie takie błędy popełnia. Mam nadzieję, że swoim przykładem dam wielu osobom do myślenia.. i też skierują się na badania. :) A co Tobie kochana dolega (jeżeli mogę zapytać)? Pozdrawiam cieplutko! Ev. :) <3

  4. Kaś

    Ewelina!
    Trzymam za Ciebie kciuki!
    Czy jesteś w stanie dać namiar na panią dietetyczkę?
    Odczuwam dużo podobnych problemów i wolałabym pójść do kogoś poleconego/sprawdzonego.
    Byłabym Ci ogromnie wdzięczna za pomoc!

    Pozdrawiam!

  5. Pingback : Evelife – o FIT drodze, o życiu, o planach, o marzeniach.. szczerze. » DIETA #1 – MIESIĄC PO – Wrażenia, przemyślenia i efekty!

Leave a Reply