6
Lut
2016
9

SIŁA NAWYKU – 10 nawyków, których się nauczyłam.

No dobra – Ev ma dzisiaj natchnienie, więc wracam do pisania! Ostatnio przyszła mi do głowy pewna myśl – a mianowicie, to jak bardzo w codziennej rutynie nie zauważam tego, ile moja praca nad sobą przynosi mi korzyści. Ile się nauczyłam, ile wzięłam do serca. Ile rzeczy w swoim życiu zmieniłam. Ile negatywów się pozbyłam. Dlaczego tak rzadko zwracam na to uwagę? Skupiam się na tym co jest tu i teraz, ale przez to nie zauważam często drogi jaką przebyłam, odkąd postawiłam na aktywność i zdrowie. I dzisiaj się tym z wami podzielę. Napiszę o tym, ile siła nawyku wniosła w moim życiu, a ile zabrała.

Nawyk to pojęcie, które niektórym z nas kojarzy się z czymś, typu „bleeeee”. Złe. Niedobre. Ciężkie do nauki. Ciężkie do opanowania. Ciężkie do zwalczenia.

Od małego rodzice uczą nas pewnych nawyków, jak chociażby mycie zębów. I po pewnym czasie mycie zębów wchodzi nam w nawyk tak, że staje się czymś naturalnym, chociaż na początku pewnie myśleliśmy sobie „po co mam codziennie, kilka razy dziennie,  pienić sobie gębę jakąś miętową mazią!”.

Nawyki są różne. Te złe i te dobre. Te łatwe do nauki i te cięższe. Te, które sprawiają nam przyjemność i te, które są dla nas prawdziwą zmorą. Ale jedno jest pewne – nasze nawyki tworzą naszą codzienną rzeczywistość i od tego jak wyglądają zależy to, jak wygląda nasz każdy dzień. Codziennie.

Dzisiaj napiszę Wam trochę o tym, jakie nawyki zagościły u mnie – czego nauczyłam się dzięki systematycznej pracy nad sobą – co dodałam, co usunęłam i co mi to dało. W kwestiach nie tylko zdrowego jedzenia i ćwiczeń, ale także w kwestiach życiowych. To zaczynamy! A zacznę od tych najbardziej oczywistych:

1. NAWYK JEDZENIA ZDROWEGO ŚNIADANIA

Wiecie, że kiedyś nienawidziłam jeść? Będąc małą dziewczynką, byłam okropnym niejadkiem. Pamiętam jak moja babcia, chcąc, abym coś zjadła, siedziała przy mnie w kuchni i powtarzała mi „Musisz zjeść, za babci zdrowie. Bo babcia będzie chora jak nie zjesz.” Śniadań przed szkołą nie jadłam, albo jadłam mało. Zazwyczaj dziabnęłam jakąś kanapkę i tyle. Potem te nawyki znacznie się zmieniły, na – jedzenie śniadania „na gotowe”, czyli innymi słowy, Ev łapała za co popadnie, oby coś zjeść, nie główkując za bardzo nad tym, co wpycham sobie do żołądka. Co to było? Najczęściej pączek, lub inna drożdżówa. Ewentualnie jakiś baton. Chociaż batony zazwyczaj rezerwowałam na posiłki w szkole.

Serio! To trwało do jakiegoś drugiego roku studiów, czyli mniej więcej do mojego 21 roku życia. Miałam blade pojęcie na temat tego co to znaczy jeść świństwa i okropieństwa i od nich zaczynać każdy swój dzień. Jak wiecie (bądź jeszcze nie), to się zmieniło!

Nie wiem kiedy, nie wiem jak, nie wiem gdzie, ale – zrozumiałam, że to od czego zaczynam swój dzień, ma wpływ na to, jak on będzie przebiegać. Że jedzenie ma o wiele ważniejszą funkcję, niż tylko zapychanie brzucha, żeby w nim nie burczało.

Wyrobiłam w sobie nawyk jedzenia zdrowego śniadania każdego poranka. Nie wzięłam już więcej do ust pączka, czy słodkiej bułki. Wyeliminowałam ze swojego jadłospisu jakiekolwiek przetwarzane słodkie płatki śniadaniowe, kanapki z białą bułą itp, itd. Nauczyłam się sama szykować sobie jedzenie. Teraz zaczynam każdy dzień śniadaniem, pół godziny po przebudzeniu. Pomijam je tylko wtedy, kiedy muszę, a mianowicie, kiedy muszę być na czczo na badania. Ale nawet po badaniach jem śniadanie, które zabieram z domu w pojemniku. Moje śniadania są różne. Swego czasu miałam obsesję na punkcie omletów z masłem orzechowym i owocami. Potem nastała faza na owsiankę z odżywką białkową, kakao, miodem i granatem. Obecnie mam fazę na.. jajecznicę! Taką bez tłuszczu, z chudą wędliną, warzywami i kiełkami rzodkiewki. Jedząc takie śniadania mam rano niesamowicie dużo siły i energii. Czuję się zupełnie inaczej niż po pączku. I jedząc śniadanie o 6 rano, głodna się zaczynam robić dopiero po południu!

2. NAWYK NIE KUPOWANIA CZEGO POPADNIE

Tak, kiedyś wpadając na zakupy spożywcze, pierwszą półką do której leciałam, była półka ze słodyczami. I wtedy rozum odchodził na dalszy plan, a cukier brał ten pierwszy. Potrafiłam ładować do koszyka co popadnie. No bo to takie dobre, co tam że tuczące i niezdrowe. Raz się przecież żyje. No właśnie – raz się żyje, ma się jedno zdrowie, więc trzeba o nie dbać najlepiej jak się potrafi.

Moje zakupy wyglądają teraz zupełnie inaczej. Ze słodyczy do koszyka ładuję tylko gorzką czekoladę. Na więcej pozwalam sobie przy większych okazjach. Ale najważniejsze – zastanawiam się nad tym co kupuję! Bo nawet jeśli nam się wydaje, że kupujemy rzeczy zdrowe, to w gruncie rzeczy może być kompletnie odwrotnie, dlatego – CZYTAJ ETYKIETY! To żaden obciach, to konieczność. I panuj nad spontanicznymi decyzjami. Typu – „aaa taki ciężki dzień miałam, należy mi się jak nic ta paczka ciastek!”.  No jasne, że tak – od czasu, do czasu. Nie codziennie!

3. NAWYK WCZESNEGO WSTAWANIA

Kiedyś byłam okropnym śpiochem. Potrafiłam spać do której się dało. Teraz pomimo tego, że wymaga tego mój plan dnia, to również w dni wolne od pracy nauczyłam się wstawać wcześnie. Z reguły do pracy mój budzik dzwoni codziennie o 5:15. I o tej też godzinie się budzę. Nie nastawiam drzemki, nie leżę w łóżku gapiąc się w sufit i myśląc, że jak poleżę kolejne 10 minut to mi się zachce robić to, czego aktualnie kompletnie mi się nie chce. Wstaję i robię swoje.

4. NAWYK SYSTEMATYCZNYCH ĆWICZEŃ

No ba, to taki oczywisty nawyk, ale nie mogłam go pominąć, bo kiedyś była to dla mnie czysta abstrakcja. Tak, kiedyś mając o wiele więcej czasu dla siebie, niż mam teraz, wolałam leżeć z laptopem na brzuchu i oglądać filmiki na youtube, niż wstać, założyć sportowy strój i zdrowo się zmęczyć. Jeju, przez myśl by mi to nie przeszło.

Teraz wracam do domu średnio przed 19 każdego dnia. I staram się ćwiczyć co najmniej 4 razy w tygodniu. Nawet jak czasami wracam zmęczona jak jasna cholera, wskakuję jednak w sportowy strój i okazuje się, że mój organizm właśnie na to cały dzień czekał i odłożył na tą okoliczność jeszcze sporo energii! Kocham ćwiczyć! Kocham jak endorfiny uderzają do głowy. Kocham to uczucie, kiedy wydaje mi się, że już nic z siebie nie wykrzesam, a w rezultacie daję z siebie dwa razy więcej. To najlepszy nawyk, jaki mogłam sobie zafundować. Teraz to już nie nawyk. Teraz to moja codzienność.

5. NAWYK NIE PODJADANIA

Coś z czym miałam problem, ale powoli to opanowałam (chociaż czasami łapię się na tym, że i tak podjadam). To tu sroczka skubnie, to tam skubnie. A nawet nie zauważa, że dużo skubnęła, bo skubanie się nie liczy. Liczy się, nasz organizm doskonale o tym wie. O ile podjadanie zdrowych rzeczy, typu warzyw i owoców, jest okej, o tyle podjadanie chipsów, ciastek, czekoladek, okej zdecydowanie nie jest. Długo trwało to, zanim zaczęłam ten nawyk opanowywać. Ale wychodzi mi to aktualnie całkiem dobrze. Szczególnie w pracy, bo tam na podjadanie nie mam czasu 😀

6. NAWYK ODPOCZYNKU I REGENERACJI

Nauczyłam się, że odpoczynek i regeneracja, to część sukcesu. To jak odpoczniesz i czy się wyśpisz, wpływa na to, jak będzie wyglądać następny dzień. No oczywiście. To bardzo zdrowy nawyk, który w szczególności wzięłam sobie do serca, kiedy posypało się moje zdrowie. Bardzo na niego uważam, bardzo dbam o to każdego dnia. Dla siebie samej, swojego wewnętrznego spokoju i dobrego samopoczucia.

7. NAWYK CZYTANIA

Czytanie na dobrą sprawę pokochałam.. kiedy sięgnęłam po pierwszą część „Harrego Pottera”. Nigdy wcześniej żadna książka mnie tak nie wciągnęła. Miałam fazy, typu „czytanie all day every day (and night)”, a potem nastawało „i długo, długo nic się nie działo”. Teraz czytam systematycznie i kocham to. Nie wyobrażam sobie kończyć dnia, nie przeczytając chociaż kilku kartek książki. Nie wyobrażam sobie nie mieć w zapasie jakiejś książki. Wyprawy do empiku i matrasa to dla mnie prawdziwie błoga chwila i czasami mam wrażenie, że czas tam staje. Doceniam chwile poświęcone na czytanie, jak nigdy dotąd. Zupełnie inaczej kończy się dzień z książką w ręce, niż bez niej. Lubię się tak usypiać. Głowa zjeżdża z poduszki coraz niżej i niżej i..Ev nie ma. :) Czytam głównie kryminały i thrillery. Lubię gmerać w internecie i czytać różne recenzje zanim kupię jakąś książkę, a czasami totalnie spontanicznie podejmuję decyzję. I najważniejsze – toleruję tylko książki w materialnej formie. Muszę mieć KSIĄŻKĘ w łapie. Nie czytnik do książek, nie głos czytający w słuchawkach. Tylko książkę, pachnącą książką.

8. NAWYK NIE ZOSTAWIANIA WSZYSTKIEGO NA OSTATNIĄ CHWILĘ

Kiedyś byłam w tym mistrzem. Serio, zostawiałam praktycznie wszystko na ostatnią chwilę – czy to naukę, czy sprzątanie, czy inne obowiązki. Oduczyłam się tego. Nawet jak mi się bardzo nie chce czegoś zrobić, to robię to, bo wiem, że będę sobie za to wdzięczna następnego dnia. Robię sobie wcześniej posiłki na następny dzień. Szykuję sobie wcześniej ciuchy do pracy. Myję wcześniej włosy. A w pracy nigdy nie zostawiam niczego do zrobienia, bądź sprawdzenia na ostatnią chwilę. Zawsze muszę mieć wcześniej napisane to, co mam do napisania. Muszę mieć wszystko potwierdzone i wysłane. I wtedy mogę spać w miarę spokojnie. I to własnie moja praca nauczyła mnie tego nawyku. Za to jestem jej wdzięczna.

9. NAWYK CIESZENIA SIĘ Z RZECZY MAŁYCH

Chyba ten nawyk wybija się u mnie najbardziej. Życie jest ciężkie każdego dnia. Nie mogę tu napisać, że jestem szczęśliwa do granic możliwości. Że mogę codziennie skakać z radości. Że nie płaczę, nie smucę się, nie rozpamiętuję. Bo niestety tak nie jest, ale…cieszę się z tego, jak wybiorę się na pyszną kawę po pracy. Cieszę się, jak mój klient mi powie, że tak miło mnie znowu zobaczyć. Cieszę się, jak wrzucę kilka złotych do puszki Panu z biednym psem przy metrze. Cieszę się, jak mogę położyć się w niedzielę na cały dzień do łóżka i czytać. Cieszę się, jak kupię sobie perfumy. Cieszę się, jak upiekę coś dobrego. Cieszę się, jak poćwiczę porządnie (to zawsze!). Cieszę się, jak mój pies przyniesie mi na powitanie brudną skarpetkę, którą wyciągnie z pralni. Cieszę się z takich rzeczy, bo w istocie to w nich tkwi sens życia. Tak jak śpiewa Sylwia Grzeszczak – „Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest”.

10. NAWYK SKAKANIA NA GŁĘBOKĄ WODĘ

Czyli nawyk ryzykowania, wychodzenia poza strefę komfortu. Kiedyś bałam się wychylić nosa poza bezpieczną granicę. Teraz rzadko kiedy się boję. A jak się boję, to i tak ten nos wystawiam, poszerzając swoją granicę bezpieczeństwa. Czy to w życiu zawodowym, czy to przy treningach. Chcieć więcej, to móc więcej.

Ostatnio pisałam na swoim FB, że minął mi rok pracy w Kancelarii. A pamiętam, jak powtarzałam sobie, że się tam napewno nie dostanę, że nie dam sobie rady, że to dla mnie za ciężkie, zbyt odpowiedzialne. Teraz patrząc wstecz, wydaje mi się to śmieszne. Bo dałam sobie radę. I dalej daję, chociaż życie łatwiejsze nie jest, a jest nawet trudniejsze, niż było rok temu. Jednak takie skoki na głęboką wodę, sprawiają, że w ciężkich warunkach uczymy się wypływać na powierzchnię, choćbyśmy po drodze napotkali okropnie niekorzystne prądy.


Uff – to chyba tyle na dzisiaj, ale jak zwykle mocno się rozgadałam. Chciałabym wam tak kiedyś pogadać na żywo – to by była dobra frajda i wyzwanie dla mnie 😀

Jestem ogromnie ciekawa, jakie nawyki wam się udało wcielić w życie? Rzuciliście palenie? Zaczęliście ćwiczyć, biegać, skakać, tańczyć? Pochwalcie się!

I trzymajcie się ciepło jak zawsze – Ev.

8 Responses

  1. Natalia

    Świetny post! Trochę, jakbym czytała o sobie, tylko, że ja te nawyki nadal wyrabiam 😉 Fajnie, że pokazujesz, że da się, tylko trzeba chcieć i nie wolno odpuszczać. I że życie to nie tylko ćwiczenia i dieta, ale też te małe, niepozorne radości, o których czasami się zapomina… Dzięki za super inspirację, pozdrawiam serdecznie!

    1. Ewelina

      Kochana dziękuję! Jak masz jakieś pomysły na posty, o których chciałabyś poczytać, to pisz śmiał – z chęcią coś naskrobię :) Kocham inspirować! <3 Buziaki!! :*

  2. Tina

    Ja wyrabiam nawyk regularnego ćwiczenia! Udało mi się wyeliminować nawyk słodzenia ciepłych napojów, przestrzegam zasady nie picia 20-30 minut przed i po posiłku, ucze się cały czas picia odpowiedniej ilości wody w ciągu dnia a największą zmorą zawsze było dla mnie podjadanie, niestety czasem mi się to zdarza ale na szczęście sporadycznie :)

    1. Ewelina

      Kochana – ja z piciem wody mam problem i wciąż się tego uczę, bo piję za mało! 😀 a to niedobrze..a w podjadaniu najbardziej pomogła mi.. praca 😀 bo nie mam na nie czasu 😀 a zawsze czuję,kiedy wybija pora karmienia – mój żoładek daje o tym znać 😀

  3. Agata

    Cześć ! Ten post jest pierwszym który tutaj czytam, niemniej jednak już czuje że w najbliższych dniach przeczytam całe archiwum ! 😀 Wnioski po tym poście ? Generalnie to Cześć, jestem Agata i… jestem Tobą sprzed tych nawyków 😉 kiedyś mogłam spać aż do popołudnia, teraz już się tak nie zdarza, ale nadal nie moge się zmusić do tego, żeby o 7 rano czuć że się budze a nie zmartwychwstaje, śniadania powooli wdrażam, trenować regularnie bym bardzo chciała, ale jest tle ciekawych rzeczy w internecie i filmików na YT, jestem nieoficjalnie koronowaną królową prokrastynacji co bardzo bardzo utrudnia mi życie a nie potrafie tego zwalczyć.. a to że własnie kończe studia prawnicze dodaje temu wszystkiemu w moim odczuciu wisienke na torcie 😀 Bardzo przyjemnie się Ciebie czyta, i nie ukrywam, że będe u Ciebie stałym gościem 😀 mam nadzieje że z czasem tego typu gościem który ma hasło do wifi i wyjada jedzenie z lodówki :p

    1. Ewelina

      Kochana – jak mi miło, że wstrzeliłam się z tematem! 😀 <3 hahah jak widać, wszystkiego da się nauczyć :) Mnie też nie było łatwo, szczególnie na studiach.. szczególnie prawniczych 😀 Ale! Przebrnęłam przez to, a teraz pracuję i trenuję i dietę trzymam w miarę dobrze, choć czasu mam mniej o wiele, niż na studiach i wcześniej 😀 Taki paradoks życia :) Doceniam każdą minutę, każdego dnia :) To chyba z wiekiem się tego uczymy :) Niemniej jednak trzymam mocno za Ciebie kciuki i bardzo się cieszę, że tu ze mną zostaniesz!!! :) <3 Bo ja się staram motywować czytelników, a nie ukrywam, że czytelnicy to dla mojej osoby także najlepsza motywacja! 😀 ściskam i życzę miłego dnia i do zgadania - przeczytania! <3 I pamiętaj - KEEP GOING AND NEVER GIVE UP GIRL! :) :*

  4. Monika

    Wpadłam na Twojego bloga przez przypadek, ale jest niesamowity i nie żałuję! Świetnie się to czyta bo tak jakbym czytała o sobie 😉 i mam nadzieje, że za ten rok czy dwa będę się śmiać z tych swoich błędów tak jak Ty. Pisz dalej! Dajesz dużo pozytywnej energii! 😉

    1. Ewelina

      Kochana! Dziękuję z ten komentarz! :) Strasznie się cieszę, że moje wypisy komuś pomagają – i o to właśnie chodzi 😀 Trzymaj się swoich postanowień, a na pewno wszystko będzie szło w dobrym kierunku :) Buziaki! I przesyłam masę dobrej energii! 😀 <3

Leave a Reply