3
Cze
2017
2

PIELĘGNACYJNE PEREŁKI WŚRÓD NOWOŚCI //Maj 2017//

Kochani, kochani! 💗 Long time no see! Przepraszam Was za to najmocniej. W ramach pokuty, przychodzę dzisiaj do Was z przyjemnym wpisem, o który sporo z Was mnie prosiło, a mianowicie, przedstawiam Wam dzisiaj kilka nowości, które zakupiłam niedawno i które podbiły moje serce do granic możliwości. O części napewno paplałam na moim Insta Story (kto nie zagląda, tego serdecznie zapraszam na mojego IG – evelynsmith22), więc Ci z Was, którzy mnie oglądają, pewnie spodziewają się zobaczyć tu kilka rzeczy, niemniej jednak mam nadzieję, że czymś Was tutaj kochane gagatki dzisiaj zaskoczę. Ale dosyć paplania, przechodzimy do konkretów, bo sporo tego, oj sporo…

OBAGI SUN SHIELD Broad Spectrum SPF 50IMG_0212

Czyli krem z filtrem do twarzy, który poleciła mi moja kochana kosmetolog Abi. W kwietniu rozpoczęłam swoją kurację kwasami, czyli zaczęłam wykonywać peeling chemiczny. Wiadomo, że porządny filtr na twarzy powinno się nosić cały rok (tak, nawet w zimę), jednak przyznaję się bez bicia, że tą część pielęgnacyjnej rutyny mocno zaniedbałam. Po nieudanej próbie zaprzyjaźnienia się z filtrem matującym z Vichy, całkowicie porzuciłam tą część pielęgnacyjnej rutyny. Jednak będąc na zabiegu, Abi poleciła mi, abym spróbowała właśnie filtr z Obagi. Jest to krem, które jak dla mnie ma same zalety. Po pierwsze i najważniejsze – zapewnia maksymalną ochornę – SPF 50 chroni przed promieniami UVA i UVB. Po drugie i równie dla mnie ważne – nie bieli twarzy, co niestety Vichy robiło okropnie. Po trzecie – zapewnia matowy efekt. Po czwarte – wchłania się szybciutko, bo zaraz po jego aplikacji mogę spokojnie nałożyć krem nawilżający (albo nie nakładać już nic, bo Obagi sam w sobie ma właściwości pielęgnujące skórę). Po piąte – nie zapycha, bo ma cudowny skład i nie zawiera konserwantów. Po szóste – rewelacyjnie nadaje się jako baza pod makijaż. Po siódme – jest mega wydajny, bo dosłownie odrobinka wystarcza, aby pokryć całą twarz. Minusy? Brak. Może jedynie cena, bo za tubkę o pojemności 85 g musimy zapłacić około 130 zł. Coś jeszcze trzeba dodać? Chyba nie.

OBAGI Serum z witaminą C 10%IMG_0213IMG_0215IMG_0221

Tadam, tadam, znowu Obagi i znowu polecone mi przez moją kosmetolog. Przy ostatniej serii kwasów zasugerowała mi, abym dołączyła do swojej pielęgnacji witaminę C i oczywiście strzeliła z tą sugestią w dziesiątkę. Z witaminą C miałam przygodę kilka lat temu, kiedy to przeprowadziłam kurację serum Flavo C, jednak wtedy efektów nie dostrzegłam żadnych. Teraz, kiedy jestem po drugiej serii złuszczania kwasami i mam dobrany odpowiedni kosmetyk, skóra zareagowała momentalnie, bowiem po pierwszej aplikacji widziałam efekty. A jakie były? Ano takie, że wstałam rano i byłam w szoku, jak promiennie i świetliście wygląda moja cera. Skóra była gładka, elastyczna, kolor ujednolicony. Miała taki piękny zdrowy wygląd, że aż nie chciałam nakładać żadnego makijażu. Narazie używam go co drugą noc, na zmianę z serum z Estee Lauder Advanced Night Repair, jednak gdy skończę ANR, przejdę do używania Obagi co noc. Dodam jeszcze, że skóra bezpośrednio po aplikacji serum nie szczypała mnie ani trochę, nie zauważyłam również, aby zmieniła kolor, jednak na drugi dzień można wyczuć charakterystyczny zapach utlenionej witaminy C. Biorąc jednak pod uwagę to, jak świetnie to serum działa, jego zapach kompletnie mi nie przeszkadza. Cena, to około 170 zł.

URIAGE Woda TermalnaIMG_0201

Czyli produkt, o którym swego czasu było głośno na youtubie i blogach, a który ja ‚odkryłam’ dopiero niedawno. I żałuję, bo to naprawdę rewelacyjny produkt! Postanowiłam go przetestować właśnie po pierwszym peelingu chemicznym, aby dać skórze ukojenie i nawilżenie i strzeliłam z nim w dziesiątkę. Woda termalna, to kopalnia rewelacyjnych właściwości dla skóry i nie tylko. Zawiera w sobie składniki mineralne, które koją i chronią w szczególności skórę wrażliwą (czyli taką, jaką ja posiadam). Efekt jest natychmiastowy po rozpyleniu na twarz. Co zauważyłam, to napewno to, że skóra szybciej się zregenerowała po zabiegu. Po pierwszych kwasach nie było nawet łuszczenia. Zauważyłam również, że dzięki tej wodzie termalnej wszelkie niespodzianki pojawiające się okazjonalnie na twarzy, goją się szybciej. Ta woda od ponad miesiąca zastępuje mi tonik do twarzy. Używam jej rano, wieczorem, a nawet w ciągu dnia na makijaż – w tym celu zakupiłam sobie malutką buteleczkę do torebki. Rewelacyjnie neutralizuje wszelkie zaczerwienienia na twarzy. Wiem, że zagości u mnie na stałe!

BANIA AGAFII Maseczka witaminowa – fitokatywnaIMG_0229

Ta maska, to istne owocowe cudo! Serio – Ci z Was, którzy śledzą mnie na Insta Story wiedzą o czym piszę, bo paplałam tam o niej sporo. Ale od początku. Co zawiera w sobie ta maseczka, że wygląda i pachnie, jak prawdziwy truskawkowo malinowy sorbet? Zawiera między innymi soki z poziomki, dzikiej maliny i jagód. W maseczce są widoczne nawet małe pesteczki. W kolorze jest pięknie różowa, pachnie obłędnie, a jak działa? Jak dla mnie rewelacyjnie. Pięknie nawilża skórę i regeneruje ją, wyrównując przy tym jej koloryt. Zawiera w sobie witaminy A i C, co oczywiście jest ogromnym plusem jej używania. Skóra po jej użyciu jest miękka, rozświetlona i nawilżona. Cudo i w działaniu i w poprawianiu nastroju! I jeszcze jedno – ogromnym plusem tej maseczki jest jej cena, bo można ją dostać w internetach i sklepach z Eko żywnością za około 12 zł. Za taką cenę dostajemy rewelacyjny produkt, który swoim działaniem dorównuje wysoko półkowym kosmetykom. Z tej firmy mam jeszcze kilka innych perełek, ale o nich pogadam Wam w innym, typowo ‚maseczkowym’ wpisie.

NACOMI Krem arganowy pod oczyIMG_0226

I tu Was pewnie zdziwię, bo de facto krem ten zakupiłam dosłownie kilka dni temu. Jednak przez te kilka dni testów podbił moje serce do tego stopnia, że mój ulubiony krem pod oczy w Kiehl’s Creamy Eye Treatment z awokado poszedł w odstawkę. Krem dorwałam w Hebe, na promocji kosztował jakieś 18 zł. Oczywiście zakupiłam go skuszona licznymi opiniami na Youtube i w blogosferze i szczerze przyznaję rację wszystkim polecającym go osobom. Mam od urodzenia bardzo wrażliwą skórę wokół oczu i wiele kremów pod oczy, których w przeszłości używałam, zrobiło mi krzywdę, dlatego do tego spektrum kosmetyków podchodzę z dużą ostrożnością. Ten krem absolutnie nie podrażnił mi skóry wokół oczu, a wręcz przeciwnie. Po pierwszej aplikacji widziałam różnicę w nawilżeniu i wyglądzie skóry. Tak! Różnica była o wiele większa, niż po aplikacji kremu z Kiehl’s. Krem ma w sobie między innymi olejek arganowy, olejek z pestek winogron, panthenol, masło shea, olej kokosowy, glicerynę roślinną i witaminę E. Czego nie zawiera? Nie zawiera parabenów, sztucznych barwników i PEG-ów. Rewelacja!

RESIBO Olejek do demakijażuIMG_0238

Kolejne naturalne cudo. Używam go od około dwóch miesięcy i nie wyobrażam sobie bez niego codziennego demakijażu. Ba, używam go nawet wtedy, kiedy nie mam grama makijażu na twarzy. Zawsze zaczynam od niego wieczorną pielęgnację skóry. Najpierw olejek, potem żel do mycia. Efekt? Pięknie oczyszczona, niepodrażniona i nieprzesuszona skóra. Olejek nie zapchał mi cery, nie wyskoczyły mi po nim absolutnie żadne niespodzianki. Używam go w połączeniu ze ściereczką, która była dołączona do zestawu. Najpierw rozprowadzam pompkę olejku na twarzy i dokładnie ją masuję, potem moczę ściereczkę w gorącej wodzie i ścieram nią olejek. Skóra odrazu po użyciu jest po prostu zadowolona. Co dla mnie, jako dla osoby noszącej soczewki, jest najważniejsze, to napewno, to, że olejek nie pozostawia nam mgiełki na oczach, czego ja po prostu nie znoszę. Napisałam Wam powyżej, że używam go również wtedy, kiedy nie mam grama makijażu na twarzy, Otóż tak, olejek nie tylko pięknie ściąga makijaż, ale także wszelkie zanieczyszczenia przylepiające się do skóry. Wiecie w jakim szoku byłam, gdy pierwszy raz użyłam go na ‚gołą’ skórę twarzy? Myślałam, że na białej ściereczce nie będzie żadnych widocznych zanieczyszczeń, jednak po użyciu była cała brudna! Tyle zanieczyszczeń łapie skóra w ciągu dnia i dlatego tak ważne jest jej prawidłowe oczyszczanie.

 THE BODY SHOP Spa Of The World Hawaiian Kukui CreamIMG_0205IMG_0207

Ten produkt podgapiłam u kochanej Basi CallMeBlondieee (kochana, jeżeli tu zaglądasz, to ściskam! 💗), która polecała go na swoim kanale. O dziwo, wszystko co poleca Basia sprawdza się u mnie wyśmienicie. Efekt? Jak tylko zobaczyłam promocję w The Body Shop, w moje łapska trafił ten oto krem do ciała. Przyznam Wam się szczerze, że nie nawidzę się balsamować. Często muszę się do tego zmuszać, często to pomijam. Jednak nawilżanie i odżywianie ciała jest równie istotne jak pielęgnacja twarzy. Po tej refleksji używam nawilżaczy do ciała sumiennie i regularnie. A te masełko jest wprost cudowne. Zacznę od tego, co podoba mi się w nim najbardziej, czyli od zapachu, który jest piękny i delikatny. Jest bardzo subtelnie wyczuwalny na skórze, po aplikacji, jednak ta delikatna woń unosi się w powietrzu. Masełko ma bardzo treściwą i zbitą konsystencję, ale aplikacja jest przyjemna i bezproblemowa. Bardzo szybko się wchłania, za co je wprost wielbię, bo nie ma nic gorszego, niż nakremowane ciało lepiące się do piżamy/pościeli/ubrań. W tej kwestii nie mam żadnego ale, nawet zaaplikowane rano nie powoduje tego, że muszę odczekać swoje nim naciągnę ubrania na siebie. No i przechodząc do sedna, czyli do działania, napiszę Wam szczerze – nigdy nie miałam tak rewelacyjnie nawilżonej i odżywionej skóry na ciele. Nawet teraz, gdy macam swoje łapy, nie mogę wyjść z zachwytu, jak miękkie są. Wszystko dzięki temu produktowi, bo niczego innego aktualnie nie używam. Cena regularna może wystraszyć, bo to 119 zł za masełko. Jednak ja, jak już wspominałam, załapałam się na promocję i dzięki temu zakupiłam je za 69 zł.

KIEHL’S Smoothing Oil-Infused Leave-In ConcentrateIMG_0232IMG_0231

Najlepszy olejek do włosów, o najdłuższej nazwie na świecie i najpiękniejszym zapachu, jaki kiedykolwiek wąchałam. Tak go można podsumować w jednym zdaniu. Natrafiłam na niego przez przypadek, kiedy to byłam akurat w salonie Kiehl’s i przemiła pani dorzuciła mi próbkę tego olejku do zakupów, twierdząc, że zakocham się w nim od pierwszego użycia. Oczywiście tak się stało. Kocham ten olejek za to jak działa. Przepięknie wygładza i ujarzmia włosy, co bardzo dobitnie odczuwam szczególnie po ostatnim rozjaśnianiu. Nie obciąża włosów ani trochę. Aplikować go można i na suche włosy i na mokre, rano, wieczorem, o każdej porze dnia. Buteleczka jest malutka, więc ja go noszę ze sobą w torebce. Kiedy moje włosy mają typowy #bad_hair_day aplikuję maciupką ilość i wcieram go w moje kłaki. Efekt jest natychmiastowy i serio, utrzymuje się calutki dzień. Olejek jest mega wydajny, bo używam go dzień w dzień (a nawet kilka razy dziennie) od ponad miesiąca i nie ubyło mi go zbyt dużo. Nie zawiera parabenów, zawiera za to olejek arganowy i olejek z nasion babassu. Włosy są pięknie odżywione, gładkie i lśniące. Z przykrością muszę stwierdzić, że mój dotychczasowy faworty, czyli L’Oreal Mythic Oil wypada przy Kiehl’s dosyć średnio w działaniu. Polecam wybrać się po próbkę i spróbować na własnych włosach!


Uffff. To chyba wszystko, o czym chciałam Wam tu dzisiaj napisać. Nie są to wszystkie nowości, ale jak po tytule można się domyślić, pokazałam tylko te najbardziej smakowite kąski. Uwielbiam pielęgnację i ostatnio odkryłam, że testowanie kosmetyków pielęgnacyjnych sprawia mi większą frajdę, niż kolorówka. Wynika to też z tego, że jestem coraz bardziej świadoma swojej cery (eureka, po 26 latach!) i wiem, co lubi, a czego nie lubi. Uwielbiam obserwować u siebie pozytywne efekty dobrze dobranej pielęgnacji skóry. Ta przeszła u mnie ostatnio małą rewolucję, dlatego niedługo postaram się zrobić tutaj mały update. Jedno jest pewne – dawno nie byłam tak zadowolona z wyglądu swojej cery, a to głównie zasługa mojej cudownej kosmetolog Abi. 💗Kochana, jeżeli to czytasz, to dziękuję za wszystko i nie mogę się doczekać następnej serii kwasów! IMG_0144

Ja tymczasem spadam się relaksować, a w krótce pokażę Wam tutaj drugą część tego posta, czyli część kolorówkową, bo tam perełek wpadło mnóstwo.

Udanego dnia/wieczoru i do zgadania później kochani!

Buziaki!

Ev.

6 Responses

  1. Pingback : Evelife by Ewelina Kowalska » MAKE UP’owe PEREŁKI WŚRÓD NOWOŚCI //Maj 2017//

Leave a Reply