9
Gru
2015
5

NO I GDZIE TEN KALORYFER? Czyli o tym, dlaczego nie widzisz efektów!

Efekty – dla wielu z nas to wyznacznik sukcesu treningowego. No bo jak to – ćwiczę więc wymagam ich od siebie. Ćwiczę, więc powinny być. Ćwiczę, więc muszą być… no serio?

Gdy zaczynałam swoją przygodę z ćwiczeniami, nie zależało mi na żadnych efektach. Ćwiczyłam codziennie dla siebie – po to, żeby zresetować umysł i poczuć się lepiej sama ze sobą. Nie było moim priorytetem chudnięcie i robienie rzeźby życia. Wręcz przeciwnie – zaczynając przygodę z ćwiczeniami ważyłam niecałe 45 kg i to była chyba moja najniższa waga, jaką osiągnęłam.

Wraz ze stażem ćwiczeniowym, wraz z rosnącą fascynacją i zaangażowaniem, efekty zaczęły się pojawiać i zaczęły fascynować jeszcze bardziej. A kiedy już się pojawiają, chce się ich więcej i więcej. Tak było i u mnie. Pamiętam, że codziennie rano potrafiłam patrzeć w lustro i ich wyglądać. Zastanawiałam się – „są bardziej widoczne te mięśnie, czy nie są?”. Ćwiczyłam więcej – ale chciałam! Bo bardzo ale to bardzo to kochałam.

Z czasem jednak zaczęło być tak, że miałam do siebie ogromne pretensje i wyrzuty sumienia – że czasami odpuszczam treningi, że ćwiczę mniej niż kiedyś, że nie mam na to tyle siły ile bym chciała, że nie idę do przodu, tak jak szłam wcześniej. I to bardzo odbiło się na mojej psychice. Nie mogłam wymagać od siebie więcej, bo nie miałam ani tyle wolnego czasu na ćwiczenia ani siły, by realizować swoje zachcianki. Aż w końcu odbiło się to wszystko na moim zdrowiu i trwa do tej pory..

Kładzenie nacisku tylko i wyłącznie na efekty, kładzie niezdrowy nacisk na psychikę. To jest tak, że efekty raz są a raz ich nie ma. Kiedy są mamy podwójną moc do działania, a kiedy ich nie ma, albo się poddajemy i wracamy do starych nawyków, albo, wręcz odwrotnie – wymagamy od siebie coraz więcej i więcej – więcej ćwiczymy, mniej jemy, a w efekcie tracimy zdrowie zamiast je zyskiwać. Błędne koło.

Ludzkie ciało to skomplikowana maszyna, ale kiedy utrzymujemy je na dobrym, zrównoważonym poziomie, powinno działać bez zarzutu – BALANS – to adekwatne słowo. Ciało często jednak się buntuje – na tryb prowadzonego życia, na nawyki żywieniowe, na monotonię, na brak odpoczynku. I przestaje działać tak jak byśmy sobie tego życzyli.


A więc – załóżmy, że ćwiczysz, zdrowo się odżywiasz – twoje ciało w początkowych miesiącach zmieniało się i zmieniało – traciło na wadze, pojawiał się zarys mięśni. Aż do pewnego czasu, kiedy to się zastopowało, pomimo tego, że wciąż robiłaś dokładnie to samo co do tej pory.

Czemu tak się dzieje?

Jest kilka przyczyn, które ja zaobserwowałam u siebie, a mianowicie – teraz konkrety! :)

1. MONOTONIA TRENINGOWA

Tak jak po pewnym czasie nudzą nam się książki, muzyka, ubrania, tak ciało i nasz organizm też się nudzić zaczyna. Jeżeli więc twoje treningi od kilku miesięcy są takie same, trwają tyle samo i mają identyczną intensywność, to po pewnym czasie ciało się do nich przyzwyczai, znudzi się nimi i przestanie na nie reagować. Taka jest kolej rzeczy. Co zrobić? Stosować plan treningowy jak najbardziej różnorodny! Nikt nie każe ćwiczyć coraz więcej i intensywniej, chodzi o to, żeby przeplatać ze sobą różne treningi co kilka dni. Warto jest też wprowadzić coś totalnie nowego, czego do tej pory nie praktykowaliśmy! Ciało napewno na to zareaguje! :)

2. OBIJANIE SIĘ

 

Czyli lekko mówiąc – ćwiczenia „na odwal się”! Niby ćwiczysz – ale ćwiczysz od niechcenia, tylko po to, żeby nie mieć do siebie pretensji, o to, że się lenisz. A tak naprawdę po pół godzinie treningu nie spływa Ci po plecach nawet kropelka potu! Znajome? Pewnie tak :) Musisz więc przyjąć do wiadomości, że niestety aby rozwijać swoje ciało, trzeba wkładać w swoje treningi dużo serca, motywacji i siły. Zawsze to powtarzam, więc powtórzę i teraz – krótki aczkolwiek intensywny trening może być bardziej skuteczny niż godzinny, ale lekki!

3. DIETA POZOSTAWIA WIELE DO ŻYCZENIA!

Taka prawda, że 70% sukcesu, to zdrowa dieta, a pozostałe 30% to zasługa treningu. To już wie pewnie każdy z was! Praktykowałam i potwierdzam – to prawda. Moje ciało jest takie, że reaguje na treningi tylko i wyłącznie wtedy, kiedy dieta jest dopięta na 100%. Zero cheatowania w tygodniu, zero podjadania. Tak zwana „czysta micha”. Wtedy efekty pojawiają się na moim ciele jak szalone. Jednak wiecie co? Moja dieta teraz jest głównie zdrowa, jednak jak mam ochotę na coś słodkiego – zwykle wybieram świąteczną kawę w Starbucks, po pracy! – to nie robię sobie z tego wyrzutów sumienia. Bo pomimo wszystko, życie jest zbyt krótkie, żeby sobie wszystkiego odmawiać! Jeżeli jednak zależy Ci na efektach, a wiesz, że twoja dieta pozostawia wiele do życzenia, musisz bardziej przyłożyć się do tego, co jesz niż do tego, jak ćwiczysz.

4. ZA MAŁO ODPOCZYNKU

 

Odpoczynek – to słowo klucz. Obecnie życie powoduje, że mało go w codziennej rutynie. Ale bez odpoczynku, wbrew pozorom, nie ma efektów. Bo mięśnie rosną w fazie spoczynku! To raz, a dwa, że wypoczęty i zregenerowany organizm, to organizm, który da z siebie więcej dnia następnego .Sen i wszelkiego rodzaju relaks jest bardzo wskazany, a nawet absolutnie konieczny. O tym jak ja się relaksuję każdego dnia, napiszę w oddzielnym poście. O tym ile przesypiam ostatnio (a właściwie czy w ogóle zasypiam) nie będę wspominać, bo nie ma czym się chwalić..

5. STRES TO CICHY KRĘTACZ ŻYCIA

 

Duuuużo na ten temat mogłabym napisać, bo stres towarzyszy mi dzień w dzień. I to nie byle jaki. Praca i obowiązki z nią związane, są okropnie przytłaczające. Czasami wracam z pracy tak zmęczona, jakbym pokonała co najmniej maraton, a przecież moja praca w dużej mierze, to praca za biurkiem. Każdy lekarz, do którego w tym roku zawitałam, powtarzał mi, że muszę ograniczyć stres! Bo stres powoduje wiele chorób, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Sama zauważyłam, jak wyglądają moje wyniki, kiedy „wyluzuję”, a jak wyglądają kiedy stres dominuje. Mało tego – stres powoduje blokadę organizmu, gromadzenie wody, rozwala prawidłową gospodarkę hormonalną, przez co wiele osób czuje się ociężałymi i dużymi (nie wiem jak inaczej można to opisać!). Jedno jest pewne – stres trzeba ograniczać! Tylko szkoda, że nikt nie wymyślił na to skutecznej metody.

6. WYLUZUJ GAGATKU!

Ostatnie i najważniejsze – wrzuć na luz z tymi efektami! Często jest tak, że im bardziej efektów wypatrujemy, tym bardziej ich nie zauważamy, pomimo tego, że one się pojawiają.  Nie wymagaj od siebie zbyt wiele – bo w końcu robisz to dla siebie a nie wbrew swojej osobie! Ciesz się małymi postępami, te zwykle są otwartą bramą do tych największych zmian. Ciesz się ze swojej drogi i nie rób niczego na siłę. Obserwuj swoje ciało i ucz się z tego, co te obserwacje ci dają. Rozwijaj się! To ciężka droga, ale im dłuższa, tym więcej się nauczysz!


Mam nadzieję, że trochę wam pomogłam!

Buziaki i do następnego! Ev :)

Leave a Reply