23
Kwi
2016
5

Moje rady dotyczace walki o lepsze ciało – czyli jak to robić świadomie i z głową..

Z własnej autopsji wiem, że początki przygody z walką o „lepsze ja”, mogą przyprawić o zawrót głowy. Pamiętam dokładnie swoje pierwsze kroki w „fitnessowym świecie”. Ciężko jest się połapać co i jak, szczególnie wtedy, kiedy nie mieliśmy wcześniej do czynienia z żadnymi podstawami zdrowego odchudzania. Łatwo jest ze zdrowymi zamiarami, popaść w niezdrową obsesję – na punkcie liczb, kalorii i ilości treningów.P1280144


Jakiekolwiek macie powody, aby rozpocząć swoją fit przygodę, pamiętajcie o jednej, absolutnie najważniejszej zasadzie – odchudzajcie się świadomie, z głową i nie róbcie tego na krótką metę. Jeżeli podejmujecie takie wyzwanie, to z pełną świadomością tego, na co się porywacie. Musicie wbić sobie do głowy, że zdrowy styl życia, to nie jednorazowa utrata wagi „na szybko”, aby tylko zdążyć przed wakacjami. To nie jedzenie 1000 kcal dziennie i wylewanie przez kilka godzin siódmych potów na siłowni..P1280070

Jakie mam dla Was rady?

WAGĘ ZOSTAW W SPOKOJU

Waga potrafi nieźle namącić w głowie, a nawet przyprawić o pewną obsesję. O ile ważenie się na starcie swojej przygody, jest okej – bo wiemy od czego zaczynamy, o tyle ważenie się po kilku tygodniach, bądź miesiącach, jest jak dla mnie bez sensu. Dlaczego? Naturalnym efektem ćwiczeń i zdrowego odżywiania jest to, że po pewnym czasie nasz metabolizm przyspiesza, zaczynamy spalać tkankę tłuszczową i jednocześnie budować tkankę mięśniową. I w tym cały sęk, że mięśnie ważą więcej, niż tłuszcz. Dlatego po kilku miesiącach systematycznych treningów i diety, możemy się zdziwić, że nasza waga pokazuje… więcej, niż byśmy sobie życzyli. Co może być dla nas szokiem i prowadzić do bardzo niedobrych konsekwencji (zwiększonej liczby treningów, zmniejszonej liczby przyjmowanej porcji kalorii). Istnieje mnóstwo innych przykładów, gdzie waga mówiąc kolokwialnie – potrafi oszukiwać. Dlatego tak ważne jest odpowiednie nastawienie do zdrowego trybu życia. Nie chodzi o to, żeby było coraz mniej na wadze! Chodzi o to, żeby było coraz lepiej w głowie i w serduchu – czyli we własnym samopoczuciu. Pamiętam jak dzisiaj, kiedy zaczynałam przygodę z ćwiczeniami – ważyłam niecałe 44 kg. Byłam chudzinką i przez myśl mi nie przeszło, żeby się odchudzać. Sama nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak wyglądam. W tamtym okresie miałam sporo problemów na głowie. Przez problemy, nie jadłam, ba, nie byłam w stanie nawet myśleć o jedzeniu. Przez nie jedzenie, chudłam. Kompetnie nieświadomie. Byłam w szoku, kiedy pewnego dnia, wyciągnęłam z szafy spodnie, założyłam je, a one zjeżdżały mi z tyłka (dosłownie). Potem znajomi zaczęli mi zwracać uwagę, że wyglądam po prostu źle. Moim powodem ćwiczeń, nie była więc, chęć utraty wagi. Wręcz przeciwnie, moim powodem było wzmocnienie się – takie mentalne przede wszystkim. Wraz ze stażem ćwiczeniowym, moja waga zaczęła rosnąć. Moje ciało się zmieniało, z wychudzonego, na wysportowane. I bardzo mi się to podobało, bo o to w tym wszystkim poniekąd chodzi. Od ponad półtora roku nie ważę się (z wyjątkiem pomiaru składu ciała), i nawet nie mam na to ochoty (zrobię to, gdy wystartuję z nową dietą i nowymi treningami). Swoje efekty widzę przede wszystkim w tym, jak postrzegam swoje ciało, nie w liczbach, które pokazywałaby mi waga. I nigdy nie możecie doprowadzić do tego, aby to waga, a konkretnie liczba na niej, decydowała o tym, jak się czujecie sami ze sobą! Nie pozwólcie na to, żeby wasz dzień, to czy jesteście szczęśliwi czy nie, zależało od tego, co pokaże Wam waga. To chyba najlepsza rada, jaką mogę Wam dać. Druga jest prosta – wywalcie swoje wagi w kąt. Zainwestujcie lepiej w centymetr. Albo wagę kuchenną. :)

NIE OGLĄDAJ SIĘ CODZIENNIE W LUSTRZE

P1280106Oglądając się codziennie, bacznie, z każdej strony, nie zauważysz swoich efektów, bo nie jesteś w stanie ich wyłapać, poczyniając skanowanie swojego ciała codziennie. Pamiętam, jak złapałam już porządnego bakcyla na ćwiczenia. Potrafiłam dzień w dzień przed snem oglądać swój brzuch, wypatrując w nim pierwszych zmian. To całkiem normalne w początkowej fazie swojej fit drogi. Każdy z nas jest ciekaw, jak ciało zareaguję na wyskokowe sesje treningowe i dietę. Jednak, w tym wypadku cierpliwość, to podstawa. Dajcie czas sobie. Dajcie czas dla Waszego ciała. Ciało zareaguje. Aż będziecie zdziwieni, jak bardzo. Ale, jeżeli dzień w dzień będziecie oglądać się i wścibskim okiem, dopatrywać każdej najmniejszej nawet zmiany, a do tego cykać zdjęcia porównawcze (tak, ja też tak robiłam), to będziecie zawiedzeni tym, że tych efektów na dobrą sprawę nie widać. Ja też tak miałam. Ciągle sobie powtarzałam, że ćwiczę, ćwiczę i nic. I wiecie co? Dopiero teraz, po kilku latach, gdy porównuję swoje zdjęcia, które robiłam mniej więcej co miesiąc lub w dłuższych odstępach czasu, widzę różnicę. Olbrzymią. Może to kwestia tego, że teraz do wyglądu swojego ciała podchodzę obiektywnie i ze stoickim spokojem. Jaka jest w tym zakresie moja rada? Badajcie swoje postępy, owszem, to jest bardzo fajne i jak najbardziej dla ludzi, ale – wszelkiego rodzaju pomiary, obserwacje i zdjęcia róbcie w mniej więcej miesięcznych odstępach. Miesiąc to dobry czas na zmianę. I pamiętajcie, że wbrew pozorom, to nie zmiana ciała jest w tym wszystkim najfajniejsza, a zmiana własnego myślenia i podejścia do życia, zdrowia i wszystkiego co z tym jest związane.

NIE PORÓWNUJ SIĘ DO INNYCH

Ten punkt, trochę łączy się z poprzednim. O Boże, ile ja razy na początku, podczas podziwiania umięśnionych kobiecych brzuchów, powtarzałam sobie „taki dokładnie chcę mieć!”, albo „taki jest mój cel, będę ćwiczyć, dopóki nie będę mieć takiej sylwetki”. Miazga. Czemu? Bo KAŻDY z nas jest inny! Każdy z nas ma inną budowę ciała. No i do cholery, nie po to się rodzimy, tacy jacy się rodzimy, aby potem świadomie się klonować i robić się „na kogoś innego”. Różnorodność jest super. Nasze ciała są super. Przy takich samych ćwiczeniach i diecie, każdy z nas będzie miał inne efekty. To, że powiesz sobie, że chcesz mieć takie ciało, jak twoja ulubiona gwiazda fitnessu, nic Ci nie da. Bo nigdy takiego mieć nie będziesz. Ale, hej! Czy ktoś powiedział, że nie możesz mieć lepszego? Lubię motywować się poprzez podziwiane metamorfoz innych ludzi, ale uważam, że najlepszą motywacją dla siebie, jesteśmy my sami. Tak – spraw, abyś był najlepszym motywatorem do swoich własnych zmian. Nie kopiuj innych. Nie zniechęcaj się, kiedy będziesz korzystać z programu jakiejś fit gwiazdy i po kilku miesiącach ćwiczeń, twoje ciało będzie wyglądać inaczej, niż jej. O to właśnie chodzi. Ty też kiedyś możesz być obiektem sylwetkowych westchnień innych osób. (I love me) Gonna love myself, no, I don’t need anybody else”. (nanananan) :)

NIE ZNIECHĘCAJ SIĘ TYM, ŻE EFEKTY POJAWIAJĄ SIĘ POWOLI

PhotoGrid_1457267066038Od każdego z nas indywidualnie zależy to, jak ciało będzie reagować na treningi i dietę. Niektórzy mają tak dobrze, że przy minimalnym wysiłku fizycznym zauważą poprawę sylwetki. Inni juz tak dobrze nie mają (czytaj, ja). U jednych tłuszcz zacznie się spalać najpierw z ud i tyłka, u innych brzuch poleci jako pierwszy, a uda i tyłek pozostaną niewzruszone (czytaj, ja). Czasami jednym cellulit i wszystkie inne defekty znikają jak ręką odjął, inni użerają się z tym nawet po kilku latach ćwiczeń. Tak już jest i wiecie co? To trzeba po prostu zaakceptować i tyle. Czasami naprawdę, choćbyśmy nie wiadomo jak się starali, głową muru nie przebijemy. A jeżeli zaakceptujemy swoje ciało, zaakceptujemy wszystko inne. Kiedyś miałam bardzo samokrytyczne podejście do własnego wyglądu. Teraz moje podejście jest dosyć elastyczne. I spokojne. Nie mogę napisać, że stało się to z dnia na dzień, bo tak nie było. Długo trwał mój proces samoakceptacji. Ale jak długi by nie był, to warto czekać na ten punkt, aż powiesz sobie – „Chrzanię to wszystko, lubię siebie i to jak wyglądam!”.

Co do samego meritum tego punktu – to tak, nie zniechęcaj się, jeżeli efekty przychodzą powoli. Ciesz się samą drogą. Widocznie tak, jest, że twoje ciało potrzebuje czasu, aby zaprzyjaźnić się ze zmianami. Nie kombinuj z kaloriami (nie ucinaj ich), nie zwiększaj ilości treningów. To w niczym Ci nie pomoże, a wręcz przeciwnie, odbije się niekorzystnie na twoim zdrowiu i psychice. Powoli i do celu. Przecież nic co jest łatwe i przyjemne do zdobycia, nie przynosi takiej satysfakcji, jak ciężko wypracowane zmiany.

NIE REZYGNUJ ZE WSZYSTKICH PRZYJEMNOŚCI

Był taki czas w moim życiu, gdy trzymałam dietę ostro. Ale nawet wtedy, zawsze w jeden dzień tygodnia, miałam swój osobisty dzień dziecka. I wtedy nie patrzyłam na to co jadłam. Jak miałam ochotę na tabliczkę czekolady, to ją jadłam. Jak miałam ochotę na pepsi, to ją piłam. Jak były urodziny kogoś z rodziny i było mnóstwo słodkości i innych rarytasów, to nie mówiłam, że nie zjem tego, bo jestem na diecie, tylko cieszyłam się faktem celebracji i jadłam. Nie możesz od razu zrezygnować ze wszystkiego. Taka jest prawda, że nawet jeżeli prowadzimy się zdrowo, od czasu do czasu pojawiają się niezdrowe ciągoty (tak, szczególnie w „te dni”, kiedy to hormony buzują i chciałoby się na raz pochłonąć pięć tabliczek czekolady) . U mnie to zawsze były słodycze. Tak jest też do tej pory. Ale najważniejsze jest to, że ograniczyłam je do minimum. Wiem, jakie szkody powoduje to, kiedy spożywa się cukier w nadmiernych ilościach. Jestem świadoma tego, jak krzywdziłam własne ciało, pochłaniając wszelkie słodkości. I to jest w tym wszystkim najważniejsze. Bo teraz nawet jak mam jeden dzień w tygodniu dzień dziecka, to wiem, że i tak na drugi dzień wrócę do swojej owsianki. Nie do pączusia, które kiedyś uwielbiałam. Umiar to słowo klucz. Naucz się je wcielać w życie, a nie będziesz mieć problemów z trzymaniem się zdrowego trybu życia.


To chyba wszystkie najcenniejsze rady, jakie mogę Wam dać, opierając się na własnym doświadczeniu. A z doświadczenia wiem, że to właśnie ono daje najcenniejsze wskazówki. Wiem, że wszystkie zasady, jakie panują w fit świecie, są okropnie trudne do ogarnięcia na początku. Ba, ja do tej pory mam z tym problem. Ale wciąż się rozwijam. Wciąż idę do przodu, chociażby nie wiem jak powoli. Nawet teraz, kiedy mam blokadę na treningi, robię dla siebie coś innego, dobrego. Szykuję się do dobrych zmian, tak abym mogła wrócić do treningów takich, jakie kiedyś sprawiały mi przyjemność. Czekam na ten punkt programu z utęsknieniem. :)

P1180390A tymczasem do następnego Fit Gagatki! 💜

Trzymajcie się ciepło i ZDROWO! :)

Ev.

Leave a Reply