8
Cze
2017
0

MAKE UP’owe PEREŁKI WŚRÓD NOWOŚCI //Maj 2017//

No dobra, była część dotycząca pielęgnacji, to teraz przyszedł czas na wychwalanie kilku perełek do make up’u. Tak jak Wam pisałam w poprzednim poście (TU), ostatnimi czasy pielęgnacyjna strona urodowych rytuałów wiedzie u mnie prym. Nie znaczy to jednak, że kosmetyki kolorowe poszły kompletnie w odstawkę. Wręcz przeciwnie i w tym kierunku poczyniłam ostatnio kilka zakupów, a po dłuższych testach, wydobyłam dla Was to, co najlepsze.

Zatem ☕️☕️☕️ w dłonie i zaczynamy!

 BARE MINERALS ORIGINAL Podkład MineralnyIMG_0330 IMG_0332 IMG_0333

Czyli podkład, który odkryłam już jakieś 5 lat temu i do którego dopiero teraz zdecydowałam się wrócić. Ostatnio z racji zmian w pielęgnacji cery, postanowiłam mocno ograniczyć użycie podkładów / korektorów do twarzy i też bardziej przyjrzeć się ich składom. Z całych swoich zbiorów aktualnie używam dwóch, w tym jeden z nich właśnie Wam prezentuję. To jest tak, że podkłady mineralne albo się kocha, albo się nienawidzi. Wiadomo, że różnica w aplikacji jest spora, jednak napewno nie zajmuje ona więcej czasu, niż aplikacja płynnego podkładu. Co więcej, według mnie jest bardziej przyjemna i prostsza, ale to już kwestia gustu. Ja do aplikacji używam pędzelka Hakuro H54 i ten sprawdza się w swojej roli wyśmienicie. Zapytacie dlaczego przerzuciłam się na mineralne podkłady? Odpowiadam – bo są zdrowsze dla mojej skóry. Zapytacie skąd wiem? Ano nie będę Wam tu przeprowadzać analizy składu, bo takich można znaleść w internecie na pęczki. Napisze więc Wam, jakie były moje spostrzeżenia po kilku miesiącach noszenia tego konkretnego podkładu. Po pierwsze, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to że po zmyciu tego podkładu skóra była zadowolona, niepodrażniona. Wiecie, często miałam tak, że jak wyskakiwały mi niespodzianki na gębie, przykrywałam je podkładami, to pod koniec dnia, po zmyciu makijażu, wydawały mi się takie „niezadowolone i rozwścieczone”. To tak, jakby moja skóra na gębie krzyczała ‚ Ev, co ty mi robisz, do cholery!’. W przypadku tego podkładu, skóra po całym dniu noszenia go na sobie, jest w stanie idealnym i zadowolonym. Nie jest podrażniona, zaczerwieniona, nic mi po nim nie wyskakuje. Podkład jest niesamowicie lekki i komfortowy w noszeniu, a przede wszystkim pięknie wygląda na skórze. Tak naturalnie i rześko. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to do tego, że po ostatniej serii kwasów, kiedy zaczęła łuszczyć mi się skóra w obrębie nosa i ust, niemiłosiernie podkreślał suche skórki, ale to moja głupota, że go wtedy nałożyłam. Więcej zarzutów do niego nie mam. Jest rewelacyjny!


MAC Extra Dimension Blush „Just a Pinch”IMG_0311IMG_0312IMG_0317IMG_0318IMG_0320

Ci z Was, którzy obserwują od dłuższego czasu mojego bloga i Instagrama wiedzą, że od kilku lat bez przerwy na tapecie pojawiał się u mnie jeden, absolutnie przeze mnie ukochany i wielbiony róż, w kolorze ‚Warm Soul’ z MAC. I to nie jest tak, że nie miałam innych. Żaden z tych, które posiadam nie podbił mojego serducha tak mocno, jak ta Ciepła Dusza z MAC. Używałam do naokoło, calutki rok, na palcach jednej ręki zliczę, ile razy go na mojej gębie nie było. Kocham go do tej pory, ale jako kobieta ciekawska, lubiąca testować nowości, postanowiłam poszukać dla niego konkurencji a tym samym pewnego odświeżenia dla swojej karnacji. Kiedy usłyszałam, że MAC wypuszcza nową kolekcję róży, które charakteryzują się pięknym rozświetlającym efektem, nie pozostało mi nic innego, jak udać się do salonu i samemu potestować te cudeńka. Wyszłam  z tym, który najbardziej podbił moje serce, a mianowicie z różem w kolorze ‚Just a Pinch’. I w tym wypadku nazwa koloru znowu jest trafiona w dziesiątkę. Podczas gdy ‚Warm Soul’ dodawał takiej ciepłej nuty na twarz, ‚Just a Pinch’ daje efekt zdrowych, zarumienionych polików, takich a’la ‚ ktoś mnie przed chwilą w nie uszczypnął’. To piękny morelowo – brzoskwiniowy kolor, który daje niesamowicie zdrowy, rozświetlający efekt. W zasadzie każdy z odcieni wypuszczonej w tej kolekcji jest cudowny. Aplikacja jest cudowna, jednak w tym wypadku, naprawdę odrobinka nabrana na pędzelek wystarczy. Konsystencja jest śmieszna, bo ni to pudrowa, ni kremowa, po prostu cudna. Uwielbiam nakładać go za pomocą pędzelka do różu z Real Techniques. No i pięknie komponuje się z pewnym brzoskwiniowym ulubieńcem, którego przedstawię w dalszej kolejności…🍑🍑🍑


BECCA Shimmering Skin Perfector Pressed „Moonstone”IMG_0321IMG_0323IMG_0325IMG_0327IMG_0328

Czyli jeden z najsłynniejszych rozświetlaczy dostępnych na rynku kosmetycznym, który w końcu jest dostępny w Polsce. Wyobraźcie sobie moją radość, kiedy dowiedziałam się, że marka BECCA będzie w końcu dostępna w polskich Sephorach. I podczas gdy wszyscy wzdychali do najsłynniejszego koloru ‚C POP’, ja zdecydowałam się na delikatniejszy i jaśniejszy ‚Moonstone’ i to był kolejny strzał w dziesiątkę. Od kiedy go mam, w odstawkę poszły wszystkie inne rozświetlacze, które posiadam. Używam go zawsze, kiedy mam makijaż na twarzy. Czemu ten rozświetlacz jest taki cudowny? Dlatego, że naprawdę możecie nałożyć do warstwami, a on nalej będzie wyglądać niesamowicie naturalnie. Daje blask, ale to taki blask, jakby to faktycznie wasza skóra go wytwarzała sama w sobie. Od kiedy zaczęłam do nosić, nawet koleżanki z pracy i klientki, które przychodzą do kancelarii, zaczęły mnie podpytywać co takiego zmieniłam w makijażu, że mam pięknie rozświetloną i rześką gębę. Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń, co do tego produktu. Aplikacja jest przyjemna i prosta – aplikuję go Setting Brush z Real Techniques. Kolor ciężko jest uchwycić i opisać, moim zdaniem, żadne zdjęcia nie oddają jego uroku. Polecam wybrać się do Sephory i pomacać samemu. Na mojej jasnej karnacji wygląda przepięknie, ale myślę, że jest na tyle uniwersalny, że tak naprawdę sprawdzi się również na ciemniejszych.


Too Faced Sweet Peach

IMG_0344IMG_0347IMG_0358IMG_0355IMG_0354IMG_0352IMG_0356IMG_0353

Czy kogoś z Was zdziwi fakt, że ta brzoskwiniowa paletka i u mnie znalazła swoje miejsce? Jak tylko pojawiła się na rynku, czułam, że znajdzie się w moim posiadaniu. Podchodziłam do niej kilka razy. Pierwszy raz kiedy po nią powędrowałam okazało się, że całe jej zapasy są doszczętnie wymiecione. Przy drugim podejściu, konsultantka w Sephorze przekonała mnie, że kolory w Sweet Peach będą dla mnie zbyt ciepłe, a większości napewno nie będę używać. Wtedy zakupiłam Bon Bons z Too Faced. Dlaczego ta więc w końcu się u mnie pojawiła? Bo mój wewnętrzny instynkt podpowiadał mi, że pomimo wszystko zakup tej paletki, to będzie strzał w dziesiątkę. I miałam rację! Odkąd ją mam, a mam ją ponad miesiąc, tylko raz jej nie użyłam. W zasadzie, to nie wiem od czego zacząć zachwyty nad nią. Wiem, że ta paletka jest wałkowana na 99% blogów urodowych, ale zachwyty te są zupełnie zasłużone. Po pierwsze kolorystyka, bo zawsze czułam się dobrze w takich brzoskwiniowo – złotych odcieniach (od kilku ładnych lat moim ulubionym cieniem był All That Glitters z MAC). Po drugie aplikacja, bo wystarczy naprawdę odrobina cienia nabrana na pędzelek i mamy pokrytą nim całą powiekę. Cienie odrobinkę się osypują, szczególnie te bardziej suche kolory, ale w zasadzie tych na szczęście jest mało. Większość ma cudowną maślaną konsystencję. Po trzecie zapach, który powoduje ślinotok ilekroć otwieram tą paletkę. Po czwarte sam wygląd, który momentalnie poprawia mi humor przy porannym makijażu. Po piąte trwałość cieni, które nałożone o 5:00 rano na paint pota z MAC trzymają się bez zarzutu do samego wieczora. Po prostu ta paleta jest cudowna i podpisuję się pod każdą pozytywną opinią na jej temat. Koniec, kropka.


MAC Eye Kohl TeddyIMG_0302IMG_0301IMG_0306IMG_0303IMG_0308

Wiecie, kiedyś nie wyobrażałam sobie makijażu bez grubej krechy zrobionej czarnym eyelinerem. W zasadzie był to taki mój znak rozpoznawczy. Wywinięta kreska musiała być codziennie. Te czasy na szczęście są dawno za mną. Odkąd podchodowałam swoje rzęsy, całkowicie zrezygnowałam z czarnego eyelinera. I albo w ogóle nie podkreślam linii rzęs, albo robię to bardzo delikatnie przy pomocy mojej ostatnio ukochanej kredki z MAC w cudnym kolorze Teddy. Teddy to nic innego, jak ciepły brąz z domieszką złotych drobinek, które przepięknie a zarazem delikatnie podkreślają niebieską tęczówkę oka. Tak niebieskookie, ta kredka pięknie wydobywa najpiękniejsze niebieskie tony z oczu. Kocham ją za łatwość aplikacji, za trwałość (trzyma się caluteńki dzień, nawet w ekstremalnych warunkach), za piękny kolor i przede wszystkim za delikatność, jaką serwuje nam na oku. Szczerze, to nie wiem, czy kiedykolwiek wrócę do ciężkich czarnych eyelinerów. Zaznaczanie linii rzęs tą kredką trwa dosłownie chwilę, podczas gdy czarnym eyelinerem trzeba się namachać sporo. Dodatkowo Teddy przepięknie komponuje się z paletką Sweet Peach. Ta kredka + Sweet Peach, to ostatnio moje ulubione kombo do makijażu oczu.


 MAC Extended Play GigaBlack LashIMG_0341IMG_0343Czyli tusz do rzęs, o który dostaję najwięcej pytań. Tadam, tadam, wygląd swoich rzęs zawdzięczam właśnie jemu. I znowu nie wiem, do czego zacząć swoje zachwyty? Może od tego, że ten tusz zaaplikowany na rzęsach, trzyma się na nich nawet w ekstremalnych warunkach? O tak, przetestowałam jego trwałość i przy ekstremalnej ulewie i przy ekstremalnym płaczu, w obu przypadkach został na rzęsach w stanie nienaruszonym. Idźmy zatem dalej, bo kocham go również za to, że nie odbija mi się na powiekach, co było moim odwiecznym utrapieniem, bo „efekt pandy” jest mi niestety dobrze znany. Naturalny efekt, jaki zapewnia, to kolejna jego cecha, którą uwielbiam. Używając tego cuda, zapomnicie o pozlepianych, nieestetycznie wyglądających rzęsach. Pięknie je rozdziela i wydłuża, a stopień oczywiście zależy od tego, ile warstw nałożymy. Jego malutka i cieniutka szczoteczka, zapewnia precyzyjną aplikację, a także to, że podczas malowania się nim, nie zdażyło mi się, aby upaćkać sobie szczotą powiekę. Trwałość jest idealna, a jak ze zmywaniem? Producent zapewnia, że tusz można zmyć ciepłą wodą, jednak szczerze mówiąc nigdy tego nie próbowałam, do w tym celu zawsze używam olejku z Resibo. Jednak przy ostatnim zabiegu u mojej Abi, sama się śmiała podczas zmywania tego tuszu, że jest nie do ruszenia nawet dwufazówką. Olejek z Resibo radzi sobie jednak z nim bez problemu. Co jeszcze można napisać? To, że mam go od marca, a więc już przeszło 4 miesiąc i dalej maluję nim swoje rzęsy bez problemu.


MAC Velvet TeddyIMG_0294IMG_0296IMG_0300IMG_0297IMG_0299

Velvet Teddy z MAC, to moja absolutnie ukochana pomadka z tej firmy. Piszę to z całą pewnością siebie, a wiecie, że mam kilka innych pomadek z MAC. Co najśmieszniejsze, wiele osób pracujących w MAC odradzało mi zakup tego koloru twierdząc, że nie pasuje on do mojej karnacji. Dopiero będąc na zakupach z moją serdeczną koleżanką Anitą, ona i jedna z pań z MAC zasugerowały, abym spróbowała właśnie Velvet Teddy. Kupiłam ją wtedy i od tamtej pory jest to w zasadzie jedyna pomadka, którą używam. Co można o niej napisać? Ma przepiękny brązowo – różowy kolor. Daje cudowny, satynowy efekt na ustach. Jest matowa, ale nie jest to taki suchy mat, a jest wręcz kremowy i nawilżający. Trzyma się na ustach jak szalona, nawet przy jedzeniu i piciu. I ten kolor…ten kolor, jest wręcz obłędny. Dodatkowo uwielbiam ją w połączeniu z brzoskwiniowymi tonami na oczach i policzkach. W zasadzie za każdym razem, gdy mam ją na ustach, dostaję masę komplementów. Coś w tym musi być, no nie? Polecam „pomacać” ją przy okazji wizyty w salonie MAC, bo oczywiście kolor na ustach wygląda znacznie ładniej, niż ten za zdjęciach. Nie zmienia to faktu, że jest to moja perełka, którą codziennie noszę ze sobą w torbie. I zarazem jest to chyba jedyny kolor z MAC, który napewno odkupię, jak tylko skończę egzemplarz, który posiadam.


I tym sposobem moje kochane gagatki dobiegliśmy do końca. Macie któryś z tych kosmetyków, które pokazałam powyżej? Albo inaczej, jakie perełki królują u Was w makijażu? Chętnie o nich poczytam, wiecie, jaka ze mnie sroka.

Tymczasem dziękuję Wam, jeżeli komuś udało się dobrnąć do końca wpisu. Fakt, że komukolwiek chce się poświęcić kilka cennych minut na to, aby poczytać tutaj moje wypociny, napełnia mnie radością. Wiecie, że lubię gadać. A o kosmetykach i pielęgnacji, to już w ogóle.. Więc może by tak uaktywnić źródło, w którym naprawdę będę mogła GADAĆ? Nie pisać, a gadać? 😀 Co Wy na to? Byłby ktoś chętny, na oglądanie Ev? Dajcie znać, bo jestem ciekawa! 💕

IMG_0119Buziaki!💕

Ev.

6 Responses

  1. Paulina

    Jestem za 😊. Szczerze powiedziawszy make up to dla mnie czarna magia 😩 . Te wszystkie podkłady rozświetlacze nie mam pojęcia co z czym się je 😒. Wiec taki filmik co do czego krok po kroku byłby w moim przypadku strzałem w dziesiątkę 😍. Pozdrawiam i udanego dnia życzę . Z niecierpliwością czekam na kolejny wpis . Buziaczki

    1. Ewelina

      Hahahah, kochana a dla mnie czarną magią jest nagrywanie…. ale powoli, powoli, powoooooli ogarnę nagrywki, to będę pokazywać co i jak. 😀 Tylko, że żadna ze mnie specjalistka, zawsze polegam na intuicji :)

  2. Martyna

    Za każdym razem, gdy widzę Twój makijaż, pozytywnie zazdroszczę Ci zdolności tak sprawnego podkreślania swojej urody :-) każdy makijaż w Twoim wykonaniu to cudeńko. Poza tym od dawna zastanawiam się nad zakupem Too Faced Sweet Peach, ale od teraz jestem przekonana na 100%!

    1. Ewelina

      Hahaha kochana, jestem pewna, że decyzji o zakupie nie pożałujesz 😀 Ja jestem tą paletą każdego dnia coraz bardziej zachwycona :) Buziaki!! :*

Leave a Reply