28
Sie
2015
2

Jestem prawnikiem i jestem FIT! Jak to robię?

W otaczającej nas rzeczywistości panuje dziwny przesąd, iż praca za biurkiem równa się – zero ruchu, dużo tłuszczu na tyłeczku, sporo niezdrowego, łatwo dostępnego jedzenia i energetyków, bolący kręgosłup i słaby wzrok. O ile z tym ostatnim muszę się zgodzić, tak z pozostałymi nie zgadzam się całkowicie! Czemu? Już Wam piszę!

Jak wiecie z moich poprzednich wypocin (patrz posty o odżywianiu) moje nawyki żywieniowe i ćwiczeniowe jeszcze do niedawna podpadały pod skandal. Tak, tak, zwolnienie z wf-u i wpierdzielanie pączków na śniadanie z całą pewnością można nazwać antyzdrowotnym skandalem. Uff, Ev się w porę ogarnęła i teraz te czasy wspominam z pewnym rozbawieniem.

Wiem, że pracując, studiując, ucząc się, utrzymując dom i dbając o rodzinę – ciężko jest trzymać dyscyplinę w zakresie zdrowego jedzenia i treningów, ale nawet drobne zmiany w dobrym kierunku, to pewien sukces.

Muszę podkreślić, że słowo „fit” może dla każdego oznaczać coś innego. Dla jednych to podstawy utrzymywania przyzwoitej kondycji i ograniczenie niezdrowych nawyków, a dla innych wyrzeźbiona sylwetka i wyliczanie dziennej dawki kalorii. Co znaczy dla mnie? To, że czuję się dobrze sama ze sobą – nie mam idealnie wyrzeźbionej sylwetki i to nigdy nie było moim celem samym w sobie, ale nie mogę też napisać, że mam oponkę na brzuchu, bo jednak ćwiczenia dają systematyczne efekty. To samo jest z jedzeniem – jem zdrowo i rozsądnie, a to nie znaczy, że popadam ze skrajności w skrajność. Nie wyliczam obsesyjnie kalorii każdego dnia. Jeżeli mam ochotę na coś słodkiego, to sobie na to pozwalam, ale z umiarem – chcę czekoladę, to wybieram gorzką, bez dodatku cukru i nie wpierdzielam całej tabliczki na raz (jak to kiedyś miałam w zwyczaju), a jem kilka kostek i basta! UMIAR – to złoty środek moi Drodzy!

To wszystko wymaga trochę poświęcenia, samozaparcia, determinacji, ale wiecie co? Warto!

Mogłabym wymyślić tysiąc wymówek, żeby rzucić swoje postanowienia w cholerę. Pracuję w kancelarii – siedzę w niej praktycznie cały dzień. Wstaję o 5 rano, dojazdy do pracy zajmują mi dziennie prawie 4 godziny, mam poważne problemy ze zdrowiem, a pomimo to – nie poddałam się. I nie mam takiego zamiaru.

A więc jak udaje mi się utrzymywać FIT balans?


  • Dzień rozpoczynam od śniadania – to absolutna podstawa podstaw. Organizm uśpiony po nocy musi mieć siłę na dobry start! To od śniadania zależy jak będziemy funkcjonować w ciągu dnia. Z resztą – rozgadałam się o tym w kilku poprzednich postach o odżywianiu :)
  • Zawsze dbam o to, żeby mieć ze sobą zdrowe i pyszne jedzenie – bo wiadomo, że jak się ma swoje, to nie kusi, żeby wybrać się do pobliskiej piekarni po chrupiącego rogalika. Codziennie sama szykuję sobie jedzenie. A raczej staram się to robić, bo czasami nie wystarcza mi na to czasu. Wtedy jednak, gdy już wybieram się do sklepu – zawsze wybieram rozsądnie. Omijam szerokim łukiem półki ze słodyczami, batonami, ciastkami i innymi tego typu przegryzkami. Wybieram świeże owoce (codziennie kupuję borówki i maliny), warzywa. Mój supersklep przy pracy jest mega dobrze zaopatrzony, bo – uwaga – można w nim dostać nawet domowy hummus i świeżo wyciskane soki.IMG_20150709_091306[1]

Dużo ludzi narzeka, że nie lubi szykować jedzonka do pracy, bo nie lubią wędrować z pojemnikami (względnie przenośną lodówką). Jest to trochę uciążliwe, ale dla chcącego nic trudnego. Sama je ze sobą tacham dzień w dzień. Chcecie wiedzieć co ze sobą zwykle zabieram? Zrobię o tym osobnego update’a!

  • W pracy nie podjadam – a wiem, że wiele osób to kusi. Ot zajadając wszystkie stresy, złość, irytacją, bądź czasami z nudów. Szczególnie praca przy biurku kusi by mimowolnie sięgać po przekąski. Ja podjadania oduczyłam się już dawno. Owszem, czasami wciąż mi się to zdarza (siła wyższa, która bierze kontrolę nad kobietą kilka dni w miesiącu :D) ale tylko w wyjątkowych wyjątkach. Zazwyczaj jem co trzy godziny. Czasami jest to trudne, bo w pracy bywa różnie, ale pomimo wszystko nigdy nie opuszczam posiłków. O zgrozo, niebezpiecznie się robi jak Ev opuści posiłek. Zła jest mała cholera! 😀
  • Ćwiczę! Kiedyś ćwiczyłam dużo i intensywnie, teraz to zależy od tego, jak się czuję i na ile mogę sobie pozwolić. Ale ćwiczę! Nie poddałam się, cisnę jak na Ev przystało. Treningi mam zaplanowane na średnio 4 razy w tygodniu z czego trzy to treningi typowo interwałowo – siłowe (zależy od dnia) a jeden to trening typowy cardio. Jak mam siły na więcej to robię więcej. Jak nie mam siły, to nie ćwiczę bo w końcu zdrowie i dobre samopoczucie są najważniejsze. Nie robię sobie z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Kiedyś było mi szkoda odpuszczać treningi, nawet gdy samopoczucie było kiepskie, jednak po sporej dawce konsultacji z lekarzami chyba w końcu zrozumiałam, że robienie czegoś na siłę, żeby tylko to zrobić, nie prowadzi do niczego zdrowego. A dla mnie moje zdrowie jest priorytetem, nie sylwetka.IMG_20150818_195027[1]

Dużym problemem przy treningach jest ograniczenie czasowe, bo wracając z pracy mam zazwyczaj jeszcze dużo innych rzeczy do ogarnięcia. Wychodzę jednak z założenia, że nawet pół godziny treningu dobrze wykonanego, to trening udany. Nikt nie mówi, że im dłuższy tym lepszy. Nigdy w życiu.

  • Nawet gdy nie ćwiczę staram się wprowadzać drobne, przyjemne elementy aktywne, jak chociażby spacery. Są przyjemne, oczyszczają, uspokajają a przy okazji ciało jest w ruchu. Często takie spacery funduję sobie po pracy – kilkanaście minut do przystanku. Ot tak, zamiast wsiąść w zatłoczony autobus!

  • Regeneruję się – bo to też absolutnie konieczne. Dbam o to, żeby się wysypiać, chociaż niestety z tym bywa różnie. Są noce, kiedy śpię jak śledź, są noce w które przewracam się z boku na bok do trzeciej nad ranem. Męczące to jest niestety bardzo. Wtedy zazwyczaj poczytuję sobie książki, co też mnie wycisza i resetuje <3

 

To chyba główne punkty, których realizacja pozwala mi za pozostanie w dobrej formie.


 

Warto walczyć nie tyle o formę, kaloryfer, bicepsy, i fajny tyłek, a o ZDROWIE! Bo to jest najważniejsze – nie fajne ciało! Jak to zrozumiesz, to twoje postanowienia zostaną z tobą na dobre (a forma też w końcu przyjdzie!).

A Wy jak sobie radzicie z tym fit balansem? Udaje się go utrzymać czy bywa z tym różnie?

Ja Wam ze swojej strony życzę wytrwałości! A swoją drogą jest to dla mnie szczególny post, bo napisany w szczególny dzień albowiem właśnie 28 sierpnia 2014 roku, czyli dokładnie rok temu.. założyłam tego bloga! Rok czasu minął! Blog wciąż jest 😀 Ależ się cieszę z tego powodu :)

Trzymajcie się!

Ev. :)

2 Responses

  1. Oj jak doskonale Cię zrozumiem, jestem konstruktorem i całe dnie spędzam przed komputerem. Ćwiczę przede wszystkim dla zdrowia, zdrowego kręgosłupa. Dla chcącego nic trudnego, niestety codzienne treningi i dojazdy do klubu (nie lubię ćwiczyć w domu) sprawiają, że mam poczucie zaniedbywania domu, psa itd. Z tym nie umiem jakoś sobie poradzić :/
    Zapraszam na swojego bloga, gdzie opisuję jak się z tym wszystkim zmagam :)

    1. Ewelina

      oj też niestety mam problem z tym, że opuszczam wiele rzeczy w życiu.. i też mam poczucie, że zaniedbuje pewne kwestie.. ale chyba tak jest w życiu, że pewne rzeczy są a pewnych nie ma :) trzeba się cieszyć z tego co jest i dbać o to najlepiej jak się da :)

Leave a Reply