6
Wrz
2015
3

Jak to było z moją dietą podczas przerwy? Czyli szczerze o cheat’ach, o odpuszczaniu i moich słabościach

Kiedy kilka miesięcy temu wylądowałam u lekarza ze słabymi wynikami badań, usłyszałam od niego – „Pani Ewelino, przypuszczam, że w sporej mierze Pani problem polega również na tym, że jest Pani mocno zmęczona swoim trybem życia. Powinna Pani zrobić kompletny reset i odpoczynek, również od swojej zdrowej diety. Puścić swoje postanowienia na chwilę wolno w nicość i nie bać się zjeść pączka czy pizzę, ot tak bez wyrzutów sumienia. Po prostu wyszumieć się na pewien czas i odpocząć, bo jest Pani tym wszystkim mocno przytłoczona.”

Miał rację. Byłam tym wszystkim przytłoczona. Prowadząc fanpage’a na facebook’u i tego bloga obrałam sobie za punkt honoru, aby pomagać Wam poprzez pokazywanie tego, jak ja sobie radzę z utrzymywaniem swoich postanowień na dobrym miejscu, nawet w ciężkich chwilach. I co? Zapomniałam w tym wszystkim o sobie.

Był taki moment, kiedy byłam naprawdę tym wszystkim zmęczona i zniesmaczona. Wchodząc na facebooka i widząc ciągle te same teksty w postach, ciągłą gadkę o zdrowej i czystej misce, o ćwiczeniach, o treningach.. robiło mi się po prostu niedobrze. Nawet ćwicząc pewnego dnia „Turbo wyzwanie” z Ewką, gdy usłyszałam od niej po raz nie wiem który „szybciej, teraz możesz tylko przyspieszyć”, powiedziałam do siebie głośno „Pieprzyć to!”. Nikt mi nie będzie ciągle gadał o tym, ile ja mogę, a ile nie. Miałam już serdecznie tego wszystkiego dosyć.

Więc wzięłam sobie do serca radę mojego lekarza i.. wyluzowałam. Przestałam debatować nad tym, co jest zdrowe, a co nie. Co mi wolno, a czego nie. Co ma dobry skład, a co nie. Po prostu wyluzowałam ..

I wiecie co? To naprawdę była spora ulga. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak ta cała pro zdrowotna nagonka zaczęła mnie przytłaczać. W moim życiu zapanowała bezustanna gonitwa, aby tylko realizować swoje cele – i w pracy i w treningach. Za dużo tego dobrego. Nie wiem, kto wytrzymałby taki tryb życia na dłuższą metę. Czasami po prostu trzeba na chwilę odpuścić. Dla własnego dobra. Po to, żeby móc wziąć większy rozbieg na powrót chociażby.

Więc jak wyglądała moja dieta?

Mogę napisać, że w miarę „normalnie”. Co to znaczy?

Nie opychałam się słodyczami, ani niczym innym tego typu, tj. słodkimi bułami, pączkami, ciastkami itp. itd. Nie stołowałam się w McDonaldach czy KFC, czy innych tego typu fastfoodach. Nie zgubiłam swojej wyuczonej rutyny posiłkowej – jadłam w równych odstępach czasu, bo do tego był już przyzwyczajony mój organizm.

Ale.. Jak miałam ochotę w pracy na puszkę pepsi i m&m’sy, to je kupowałam i piłam i jadłam i nie robiłam sobie z tego powodu wyrzutów sumienia. Jak mama upiekła dobre ciasto w domu, to nie rzucałam swoim standardowym tekstem „ja nie jem takich rzeczy”, tylko je jadłam ze smakiem. Jak miałam ochotę na lody i kieliszek wina wieczorem, do filmu, to nie wmawiałam sobie, że przecież „węglowodanów na noc się nie je, a alkohol tuczy”, tylko brałyśmy z mamą pudełko lodów na pół i wcinałyśmy. I powtarzam – bez wyrzutów sumienia.

Zdaję sobie sprawę, że zdrowa dieta, to zdrowa dieta. To taki styl życia, a nie postanowienie na krótki okres czasu. Ale człowiek czasami naprawdę musi na chwilę odpuścić. Odpuścić, cofnąć się, odpocząć, wyciszyć. Zresetować wszystko, co możliwe. A wszystko tylko po to, żeby wziąć większy rozpęd do dalszej realizacji swoich celów. Może dla mojego zdrowia fizycznego i mojej sylwetki, takie okazjonalne cheaty nie były dobre, bo nie jest ona taka fajna jak była kilka miesięcy temu, kiedy dieta była w 100% czysta. Ale dla mojego zdrowia psychicznego znaczyło to naprawdę bardzo dużo.

Kiedy przypominam sobie swoje posty o zdrowym odżywianiu, chociażby sprzed roku, myślę sobie, że tamta Ev nigdy nie dopuściłaby do takich odstępstw, choćby nie wiem co. Jednak tamta Ev była w innym punkcie w swoim życiu, niż jest teraz. Trzeba umieć się dostosować do swojego obecnego położenia. Niestety, o kompromisy trzeba walczyć również z samym sobą.

Czy przytyłam?

O dziwo sama tego nie zauważyłam! (Chociaż babcia mi zasugerowała, że „buzię mam jakąś okrąglejszą 😀 ) Z ciekawości weszłam niedawno na wagę (zwykle tego nie robię), a ta pokazała jakieś 1,5 kg więcej. Wiadomo jednak, że tym sugerować się nie można. Tak więc, obwodowo raczej nie przytyłam, jednak ciało nie jest takie fajne, jakie było kiedyś. Mięśnie nie są zarysowane tak mocno, tak jak były. Ale przecież to normalne przy tego typu przerwach :) Czy ciuchy są ciaśniejsze? 😀 Nie, nie są! Czy pojawiła się oponka na brzuchu? Nie! Nie pojawiła się 😀 Ale moja namiastka kaloryferka na razie się na mnie pogniewała i schowała! Ale wydobędę ją jeszcze na światło dzienne!

Czy mnie to martwi? Absolutnie nie, bo fajne ciało to nie jest mój priorytet w życiu. Owszem, trochę za nim tęsknię, bo włożyłam w nie dużo pracy, ale.. da się to wszystko odbudować. Wierzę w to głęboko, że dla chcącego nic trudnego.

Na razie powolutku wracam do siebie. Bardzo małymi krokami, ale do przodu i to najważniejsze.

Wróciłam do zdrowej diety. Ale o niej w oddzielnym poście!

Podsumowując? Serio, to nic strasznego odpuścić na chwilę. Jak trzeba, to trzeba. Wiem, że jeżeli na czymś wam bardzo mocno zależy i nie wyobrażacie sobie na chwilę zboczyć z obranego kursu, aby odsapnąć, to może to się okazać przykrą perspektywą, ale..

Wszystko, co robimy dla naszego dobra, musi wymagać kompromisów. Również takich..

Trzymajcie się cieplutko!

Ev.

7 Responses

  1. Kate

    Czekam z niecierpliwością na post o diecie. Jeżeli masz jakieś sprawdzone przepisy chętnie poczytam, bo czasem weny w kuchni brak. :)

    1. Ewelina

      właśnie zbieram się, żeby go napisać!! Przepisy wrzucę napewno :) Sama stawiam na łatwe i przede wszystkich szybkie w wykonaniu! 😀 I zdrowe oczywiście!!

  2. Pawel

    Cze
    Pierwszy raz jestem na Twoim blogu. Czasami patrze co ludzie wypisuja w sieci itd. Cwicze na silowni juz ponad 7 lat.

    Odnosnie tego co napisalas:

    „Owszem, trochę za nim tęsknię, bo włożyłam w nie dużo pracy, ale.. da się to wszystko odbudować.”
    Uwierz mi ze zrobisz to bez problemu. Organizm, miesnie „zapamietuja” caly wysilek i sa juz inne. Nawet jesli ich obejetosc sie zmniejszyla. Bardzo szybko mozna wrocic do formy, do tego co bylo.

    „Wchodząc na facebooka i widząc ciągle te same teksty w postach, ciągłą gadkę o zdrowej i czystej misce, o ćwiczeniach, o treningach.. robiło mi się po prostu niedobrze.”
    Jakby Ci to wytlumaczyc… hmmm…
    1. Zauwazylem ze nie ma takich problemow kiedy nie mysli sie o tym wszystkim tylko po prostu robi. W mysl zasady „just do it” . 2.Rowniez trzeba to traktowac jak „zabawe, rozrywke”.
    3.Tylko w wyznaczonych miesiacach – mocno przycisnac, pracowac nad sylwetka tak jakby od tego zalezalo nasze zycie.
    4. Jesli cwiczysz z planem i zmieniasz go np co 3 miesiace. To zawsze mozesz przed nowym planem dawac sobie tydzien wolnego – nie cwiczyc i nie trzymac diety (oczywiscie bez przesady : ))

    1. Ewelina

      wooow dzięki za dobre rady! Takich nigdy za dużo :) Wprowadziłam zasadę „powoli i systematycznie a do celu”. Rozsądnie, bo muszę uważać na zdrowie i dostosowywać się do aktualnych wyników, ale treningi systematyczne są nadal częścią mojego życia.

  3. Ja również stawiam na zdrową dietę, ale jakąs z doskoku tylko konsekwetnie cały czas :) Rezultaty sama zauważam więc bedę kontunuowała tę zasadę. I powodzenia w dalszych staraniach! :*

Leave a Reply