26
Kwi
2016
10

Szczerze o tym, dlaczego postanowiłam zrobić przerwę od ćwiczeń..

Wiecie co.. życie jest mega dziwne. Myślimy sobie, że mamy nad nim pełną kontrolę. Że wszelkie rzeczy – te miłe i niemiłe, przyjemne i nieprzyjemne – są do opanowania przez nas. Że mamy władzę nad tym, co się w nim dzieje i co się w nim przytrafia. Że możemy swobodnie planować, planować i planować.. Aż tu nagle, zdarza się coś i okazuje się, że planować sobie możemy, a życie.. życie i tak zrobi swoje.


Ci z Was, którzy mnie trochę znają, wiedzą, że od około 3 lat ćwiczę i zdrowo się odżywiam. Zmieniłam dosyć diametralnie swoje podejście do sportu i odżywiania. Z osoby, która latami załatwiała sobie zwolnienie z w-f i wpierniczała wszelkie słodycze, jakie podeszły jej pod rękę, przeszłam do osoby, która pokochała sport i endorfiny, a co najważniejsze, osoby, która stała się silniejsza fizycznie i psychicznie. A przynajmniej tak mi się wydawało..

Sport uczy. Nie tylko pozwala rozwijać mięśnie i spalać nadmierną tkankę tłuszczową. Tu przecież chodzi o coś więcej. Sport uczy cierpliwości. Uczy pokory, ale także determinacji. Uczy pokonywać własne słabości i przekraczać bariery, które sami sobie stawiamy. Daje siłę i moc nie tylko do tego, aby dźwigać więcej, biegać szybciej, ale przede wszystkim daje siłę i moc, by walczyć z codzienną rutyną, codziennymi problemami, lepiej sobie radzić w życiu. Pomaga zdystansować się do świata, do problemów i zmartwień. Daje moc, którą musimy nauczyć się odpowiednio wykorzystywać. Czy to nie cudowne uczucie, kiedy widzimy, jak dzięki aktywności fizycznej bierzemy coraz więcej na barki i coraz bardziej zaczynamy wierzyć w siebie? Jak z dnia na dzień coraz bardziej się wkręcamy i coraz bardziej zaczyna nam się to podobać? Tak, to cudowne uczucie. Czytając to zastanawiacie się pewnie, dlaczego więc robię przerwę? Ja sama chyba nie potrafię do końca na te pytanie odpowiedzieć, ale jedno mogę stwierdzić -zawsze są dwie strony medalu.

Jedną kwestią jest  na pewno to, że przerwę zasugerował mi lekarz. Od ponad roku mam problem z małą liczbą swoich leukocytów, czyli krwinek białych, a konkretnie to co mi dokucza zwane jest leukopenią. Czasami ich spadki potrafią dać mi nieźle w kość. Muszę mieć je ciągle pod kontrolą, chociaż nie są mi specjalnie potrzebne do tego wyniki badań. Sama wiem, kiedy jestem na niżu krwinkowym. Moje samopoczucie daje to odczuć dosyć dobitnie. Zaczynają się wtedy zawroty głowy, krwotoki z nosa, bóle mięśni i stawów. Zaczyna się rozdrażnienie, rozkojarzenie, bóle głowy, stany podgorączkowe. To raz, a dwa, że niska liczna leukocytów oznacza, że organizm jest bardzo podatny na wszelkiego rodzaju infekcje. Tak też przez ostatnich kilka miesięcy było u mnie. Co wychodziłam na prostą, to znowu coś mi się przytrafiało. Jak nie jedno, to drugie. I tak wracałam do treningów z pełnią sił, a za kilka dni nie miałam siły podnieść się z łóżka. Wiecie jakie to jest frustrujące?

Za każdym razem, gdy czułam się lepiej, powtarzałam sobie „Nooo Ev, teraz to pokażesz sama sobie, na co Cię stać!”. I co? I za kilka dni, dopadało mnie tak okropne samopoczucie, że wracałam do domu z pracy ledwo przytomna i myślałam o tym, jak fajnie by było zrobić trening, żeby doładować się pozytywną energią. I zaczynałam płakać, bo wiedziałam, że na taki trening nie mam siły. Albo wręcz odwrotnie, zaciskałam zęby i ćwiczyłam na przekór sobie samej, a potem płakałam dalej nad tym, że nie mam w ogóle siły.

To, że w takich sytuacjach robi się przerwy i się odpoczywa, dla jednych jest oczywiste, dla drugich nie. Bo ja nie byłam do tego przyzwyczajona. Kocham ćwiczyć. I tutaj należy podkreślić to, że ćwiczenia zawsze były dla mnie czymś więcej. Wyrobiłam sobie swoją własną ciężką pracą, solidną, dobrą kondycję. Wiecie jak szybko ona zanika, gdy ogranicza się ćwiczenia do minimum, lub w ogóle zaprzestaje się ćwiczyć? To na serio trwa bardzo szybko. Nie wspominając już o tym, jak szybko ciało zaczyna reagować na brak treningów. Dla mnie to pierwsza kwestia jest bardziej dobijająca. To właśnie sport uświadomił mi przecież na początku mojej drogi, że jestem o wiele silniejsza, niż mogłabym kiedykolwiek przypuszczać. Że mogę sobie poradzić z większymi problemami, niż tymi, które mnie dotknęły. Że sport daje mi motywację do rozwoju, daje mi śmiałość i zaangażowanie, którego nigdy wcześniej nie miałam. A teraz, za każdym razem, gdy zaczynałam ćwiczyć, było dokładnie odwrotnie. Za każdym razem, gdy podejmowałam trening, kończył się on przeważnie płaczem. A ciągłe powroty, są okropne. Dlatego też posłuchałam lekarskiej rady i postanowiłam, że lepiej będzie trochę odpuścić.. i na jakiś czas zrezygnować treningów.

A co jest drugą kwestią? Chyba, to że.. w moim życiu zaczął wkradać się bałagan, spowodowany różnymi czynnikami, których nie chcę tutaj poruszać. Wiecie jak to jest. Jak w głowie jest bałagan, to w czynach też niewiele może wychodzić. Co najśmieszniejsze, zbawieniem tutaj jest moja praca i to, że gdy pracować zaczynam, wyłączam się kompletnie na wszelkie czynniki zewnętrzne. Wiem, że ucieczka w pracę nie jest niczym dobrym. Ale jestem z siebie dumna, że daję sobie dobrze radę ze wszystkim, czego się tam podejmę. Kończąc studia prawnicze defacto nigdy bym nie pomyślała, że takowym prawnikiem zostanę. A co więcej, że się w tym prawniczym świecie odnajdę i dam sobie radę. I sama muszę się czasami szczypać, gdy narzekam na coś, że wyszło mi źle, bądź, z czymś nie dałam sobie rady, tak jakbym chciała sobie dać. Raz usłyszałam od mojej Kierownik (Aniu, jeżeli tu kiedykolwiek zajrzysz, to dziękuję!) – „Ewelina, wiesz ile cech i umiejętności musi mieć osoba, która da sobie radę w takiej pracy? A ty dajesz sobie radę już tyle czasu. Doceń siebie”. Mój kolega z pracy (Marcin, jak tu zajrzysz, to też dziękiiiii.. za wszystko!), cały czas mi powtarza „No i widzisz dziewczyno, ile ty już się nauczyłaś, ile ty już wiesz!”.

Moim sposobem na odreagowanie tego, co dzieje się w moim życiu prywatnym, jest życie zawodowe. Wszystkie problemy, niedomknięte kwestie, niedopowiedziane rzeczy, odpychałam skutecznie na bok od dłuższego czasu. Brałam na bary wszystko, jak leciało, nie zastanawiając się na tym, że wychodząc z pracy, na mojej gębie tworzy się grymas smutku. Wracałam do domu nieobecna, zwykle zaczytana, zasłuchana, wyłączona. To takie bierne życie, nie wnoszące żadnej przyjemności z samego.. życia. A przecież nie o to w życiu chodzi, żeby żyć biernie, jak robocik. Życie mija tak szybko..

Długo stosowałam półśrodki. Co jakiś problem pojawiał się na tapecie, skutecznie go upychałam w zakamarkach. I chyba ta szuflada się w końcu przepełniła na dobre. Wpłynęło na to niewątpliwie kilka czynników, ale jednym, pośrednim wnioskiem było to, że zdałam sobie sprawę z tego, że nie czuję się osobą szczęśliwą. Taką, która na około uśmiecha się od ucha do ucha, a gdy wraca do domu i zostaje sam na sam ze sobą, zaczyna usychać od środka. Ciągle przytłoczoną wszystkim. A tak w żadnym wypadku nigdy nie powinno być. Ani trochę nie podobało mi się to, kim się stałam i w jakim kierunku zmierza moje życie, bo jak taka bierność może się komuś na dłuższą metę podobać?


Zaczęłam porządkować wszystko na nowo. Dlatego robię twardy reset. Wyłączyłam się ze swojego rutynowego obiegu. To taka defragmentacja dysku twardego. Uruchamiamy ją w komputerze, komputer działa, segreguje, usuwa to, co niepotrzebne, naprawia się, a my się do tego nie dotykamy. Tak samo dzieje się chyba teraz ze mną. Mam nadzieję, że po tym procesie wyjdę zdrowsza, wypoczęta, a przede wszystkim znajdę siłę i odwagę do zmian. I ruszę na przód, nie oglądając się w tył.


Buziaki i do następnego,

20160416_153859Ev. :)

9 Responses

  1. Ania

    Hej! Jak to w internecie, ciezko doczytać cos do konca, ale pamiętam Cie jeszcze z czasow zdjec super formy i nagłówek o przerwie zaintrygował mnie. Chyba dlatego, ze sama czuje sie troszke podobnie, tylko ze nie mam takiego problemu ze zdrowiem, jednak nie tylko fizycznie można czuc sie zle. Pewnie wiesz, ze czynniki psychiczne tez potrafia dac w kosc, a czasem bywa, ze tak jak nad niektorymi rzeczy związanymi ze zdrowiem, nie mamy nad nimi całkowitej kontroli. Mysle, ze w naszym wypadku świadectwem prawdziwej sily bedzie to o czym napisalas. Najpierw trzeba troche posprzątać, w życiu i psychice, zeby dac miejsce zdobywaniu szczytów, gdy przyjdzie na to pora. Nie bądźmy dla siebie zbyt surowi, nie próbujmy robic czegos ponad sily dla chwilowej satysfakcji. To ten przysłowiowy krok w tyl, by potem zrobic dwa naprzód. Trzymam kciuki, ze wrócimy do gry, silniejsze, i zeby zdrowie dopisało!

    1. Ewelina

      Kochana – tak jak napisałam, życie różne scenariusze pisze niekoniecznie takie, jakich byśmy sobie życzyli :) Kiedyś forma była fajna, ciężko wypracowana, teraz jej niestety nie ma. Wszystko się naokoło zmienia, chyba inaczej byłoby nudno :) Jak dojdę do siebie, będę wiedziała, kiedy zacząć treningi na nowo. Taki twardy reset w końcu mi pomoże. Cieszę się, że przynajmniej nie mam parcia na „formę życia” 😀 Ehh.. Musimy wierzyć, że będzie dobrze. Wyjdziemy z tego silniejsze! :) Buziaki!! :* Trzymam za ciebie kciuki! :*

    1. Ewelina

      Kochana, aktualnie nie ćwiczę od ponad trzech tygodni i czuję, że przerwa jeszcze potrwa trochę. Ciało, jak to ciało. Od razu reaguje na brak ćwiczeń, co z resztą napisałam. Ale aktualnie zupełnie mnie to nie obchodzi. Wiem, że ciało można „zrobić” w każdej chwili. I niestety, nawet jak zrobi się formę życia to nie zostanie ona z nami na zawsze. Trzeba wszystkiego pilnować non stop, a ja już miałam tego wszystkiego serdecznie dosyć. Kondycja jest kiepska ale bardziej przez problemy ze zdrowiem. Jednak tym razem wrócę do ćwiczeń pod okiem dietetyka i trenera, więc powoli, rozsądnie i z głową :) Buziaki! :*

  2. Edyta

    Nawet nie wiesz jak doskonale Cie rozumiem! Mam bardzo podobne odczucia ostatnimi czasy, zgadzam sie z każdym napisanym przez Ciebie zdaniem. Notabene, też skonczylam prawo, ale nie pracuje w zawodzie. Podziwiam Cie dodatkowo za to, że pracujesz właśnie w kancelarii i tak dobrze Ci idzie:) Ja siebie nie wyobrazam w takiej pracy, moje studia to pomyłka. Czasem trzeba zwolnic tempo, skupic sie bardziej na sobie, zastanowic sie czego od życia chcemy… Życze Ci tego, podobno po burzy zawsze wychodzi słońce:) No i mnostwo zdrowia oczywiście! :)))

    1. Ewelina

      Kochana! Dziękuję za słowa otuchy! :) Ja kończąc prawo, nie myślałam, że zacznę swoją karierę prawnika – ale stwierdziłam, a co tam. Spróbuję, jak się nie przekonam, to mogę kiedyś żałować :) No i tak już pracuję sporo 😀 I coraz bardziej mi się to podoba, tylko niestety.. stres i obowiązki i wszystko co z tym związane jest czasami nie do ogarnięcia :/ Dlatego daję sobie na wstrzymanie :) Wyjdzie mi to na dobre.. Zdrówka i dla Ciebie! A tak spytam z ciekawości – czym się teraz zajmujesz? :)

  3. Edyta

    Zajmuję się ubezpieczeniami, pracuje w multiagencji. Jakieś powiązanie z prawem jest, ale nadal szukam swojej drogi. Czuję, że to nie jest to. Ale dokładnie jest tak jak piszesz, jeśli się nie spróbuje to można potem tylko żałować. Pozdrawiam ciepło! :)

  4. Kaś

    A jak planujesz zrobić taki reset? Ja bardzo chciałabym móc go zrobic, bo dokładnie wiem co czujesz. Ale nie wiem jak znaleźć na to siły….Masz na to jakiś konkretny pomysł?

  5. Pingback : Evelife – o FIT drodze, o życiu, o planach, o marzeniach.. szczerze. » UPDATE|Zdrowie, Badania, Nietolerancja Pokarmowa, Hipoglikemia, Nowa Dieta i Treningi..

Leave a Reply